Technologia „niedopaństwa” jako element polityki historycznej Ukrainy.

W rzeczywistości jest to najzwyklejsza zabawa ogniem na beczce prochu. Dlatego, że obywatele, straciwszy wiarę w rzetelność funkcjonowania instytucji publicznych, na przykład w sądownictwo, mogą z łatwością [w dążeniu do sprawiedliwości] przejść do linczów na ulicach, w biurach, a nawet w zmienionych w twierdze prywatnych posiadłościach. A wtedy finał będzie fatalny dla wszystkich, ponieważ krwawej anarchii nie da się powstrzymać. Wtedy jeden Majdan już nie wystarczy. Ci, którzy uważają, że już dawno podporządkowali sobie bataliony ochotnicze, działaczy społecznych, przekupili dawny „berkutowców” i wzięli pod kontrolę najbardziej aktywnych radykałów – są w głębokim błędzie.

Dla tych bogatych i aroganckich, ale ograniczonych intelektualnie głupców chciałoby się doradzić lekturę literatury historycznej o wydarzeniach z roku 1917 i w następnych latach w Imperium Rosyjskim. Wielu z nich nie zdąży na ostatni czarter i w rezultacie po prostu nie będzie komu fizycznie korzystać z bogactwa nakradzionego w szarej strefie. Pojawia się również kwestia tego, czy na nowym miejscu, w krajach których paszporty tak zapobiegliwie kupili, nie będzie trzeba wytłumaczyć się z pochodzenia swoich fortun.

Jednak korzystanie z technologii „niepełnosprawnego państwa” na arenie międzynarodowej kryje w sobie nie mniej niebezpieczeństw. Pierwsze i największe – to kształtowanie permanentnego przekonania w społeczności międzynarodowej, że niesterowalna i anarchiczna Ukraina jednak pozostanie stałym źródłem napięcia i zagrożenia dla całego kontynentu. Oczywiste jest, że wroga Ukrainie propaganda będzie zawsze umiejętnie eskalować napięcia wokół tej kwestii. Wieloletnia działalność rosyjskiej propagandy, na długo przed otwartą agresją, systematycznie kształtowała wizerunek Ukrainy jako tymczasowego „nieporozumienia”, a ukraińskiego ruchu narodowego – jako takiego, który kolaborował z nazistami i faszystami oraz był w swej istocie ksenofobiczny i antysemicki.

Najgorsze jest to, że odpowiedzią ze strony ukraińskiej był albo brak reakcji, albo nieustanne „dopasowywanie się” do karykatur rosyjskiej propagandy. Wizerunek Ukrainy na Zachodzie podlegał stałym zmianom. Rezultat, oczywiście, zależał od wielu czynników. Wahał się od niemal całkowitej niechęci zrozumienia tego, co jeszcze mimo wszystko odróżnia Rosję od Ukrainy, do imponujących obrazów ukraińskiej walki o uniwersalne wartości demokratyczne. Wielotysięczne wiece z europejską symboliką na Euro-Majdanie, śpiewanie hymnu chórem złożonym z kilkuset tysięcy uczestników, gotowość do poświęceń podczas przeciwstawienia się próbom ustanowienia reżimu autorytarnego – z jednej strony. A z drugiej – marsze z pochodniami WO „Swobody”, używanie symboli nazistowskich, próba zastąpienia europejskiego charakteru ukraińskiego ruchu poprzez propagowanie tezy o „nacjonalistycznej rewolucji”.

Oto tutaj ukraińscy naukowcy powinni wziąć się do pracy i zbadać ten Babilon idei, technologii i przekonań. A następnie zaoferować światu logiczne wyjaśnienie. Ale nie. Zamiast wytłumaczyć samym Ukraińcom, że najpierw na Majdan wyszli ludzie z symbolami europejskimi, widzący przyszłość Ukrainy w Unii Europejskiej, i nie tylko ze względu na tamtejszy wysoki standard życia, ale faktycznie aby żyć w wolnym społeczeństwie, oni ograniczyli się do suchej statystyki partyjno-politycznych sympatii uczestników Majdanu. Okazało się, że prawie nikt nie jest w stanie wytłumaczyć pojawienia się radykalnych haseł nacjonalistycznych na Majdanie i ich dalszą ewolucje oraz adaptację, aż do zmiany poprzedniej [europejskiej] treści.

Rzadko kto odważył się napisać, że główną siłą napędową Majdanu nie byli skrajni nacjonaliści, lecz że to kibice piłkarscy na jakiś czas przejęli rolę rewolucyjnego zaczynu. Okazało się, że znani intelektualiści albo skapitulowali przed aroganckimi agitatorami partyjnymi, albo po prostu wygodnie przemilczeli, że Euro-Majdan – to dzieło ukraińskiego społeczeństwa obywatelskiego, a nie bezpośrednia kontynuacja radykalnego ruchu nacjonalistycznego z lat 1930-1940. Że Euro-Majdan pragnął dla Ukrainy demokratycznej, europejskiej perspektywy, a nie powrotu do totalitarnej przeszłości. 

W celu zwiększenia swojej roli w Rewolucji Godności zarówno WO Swoboda, z jej ksenofobicznym „etnicznym nacjonalizmem”, jak i pospiesznie zlepiony z marginalnych grup neonazistowskich i rasistowskich Prawy Sektor, po prostu wychodzili ze skóry, starając się zaprezentować światu obraz, że Majdan – to dzieło ich rąk. Nie ma potrzeby, aby powtórzyć raz jeszcze, że taka kwalifikacja Majdanu była najbardziej wygodna dla rosyjskiej propagandy. To rosyjska propaganda w różnych językach „poinformowała” świat, że na Ukrainie doszło do neonazistowskiego zamachu stanu i zagrożenie zawisło nad prawie całym kontynentem. Ten sam efekt podobne „przesunięcie akcentów” wywołało także wewnątrz ukraińskiego społeczeństwa. Położenie nacisku na bezpośrednim związku wydarzeń Rewolucji Godności z działalnością OUN i UPA podzieliło Ukraińców, kierując ich do przeciwległych biegunów, często – przekształcając w nieprzejednanych wrogów. 

Wiązanie Rewolucji Godności z działalnością radykalnych ukraińskich nacjonalistów z OUN miało w przyszłości fatalne skutki dla Ukrainy – zarówno wewnątrz kraju, jak i na arenie międzynarodowej. I nawet nie chodzi o to, że Euro-Majdan nie miał nic wspólnego ani ze Stepanem Banderą, ani z Romanem Szuchewyczem. Problem polega na tym, że za pomocą takiego utożsamienia inteligentni manipulatorzy powiesili kamień na szyi państwu zaatakowanemu przez zewnętrznego agresora i przeciwko któremu prowadzona jest wojna hybrydowa. Wojna hybrydowa przewiduje nie tylko agresję wojskową, ale także walkę na polu „historycznym”. Dlatego Ukraina nie powinna zajmować się przytłaczającymi, i szczerze mówiąc, zbędnymi zadaniami, które jej zręcznie podsunięto w najbardziej nieodpowiednim [dla Ukrainy] momencie. Ukraina, na przykład, nie powinna starać się przekonać całego świata zachodniego, że Stalin i bolszewizm były większym złem niż narodowy socjalizm, faszyzm i Hitler.

Ukraińcy nie powinni nawet próbować dobijać się o zgodę zachodniego świata na uznanie prawa nacjonalistów ukraińskich do współpracy z nazistowską Trzecią Rzeszą we wszystkich jej formach, ponieważ ich celem było niezależne państwo ukraińskie, nie ideologia narodowego socjalizmu. Po pierwsze dlatego, że dla kolaboracji z nazistami nie ma żadnego usprawiedliwienia, i tutaj Zachód nie będzie tolerował jakiegokolwiek rewizjonizmu. A po drugie dlatego, że ideologia OUN była totalitarna, a sama organizacja marzyła o państwie autorytarnym typu wodzowskiego. Broszurki napisane przez lojalnych wobec Ukraińskiego Instytutu Narodowej Pamięci historyków tutaj nie wystarczą. Ponieważ badania zachodnich uczonych, których ekspertyzy będą brane pod uwagę przez rządy zachodnich krajów, jednoznacznie kwalifikują zbrojne formacje w Wehrmachcie jako bezpośrednią współpracę wojskową.

W tym momencie ważne jest, aby zrozumieć, co dla Ukrainy jest dziś ważniejsze – rewizja historii na rzecz historycznej tradycji, którą garstka ludzi stara się narzucić całemu państwu, czy stabilność wewnątrz społeczeństwa ukraińskiego i przychylność zachodnich sojuszników w tak dramatycznym dla państwa momencie? Technologia „niesprawnego państwa” pojawia się, niestety, także tutaj, dlatego że każdy skandal wokół niedołężnej polityki historycznej Ukrainy, tak samo jak i groteskowe próby pociągnięcia ludzi skorumpowanych i przestępców przed oblicze sprawiedliwości, nie mają sensownego finału. No cóż, po raz kolejny Ukraina straciła twarz, co na to można poradzić?

Ukraińcy mają prawo do posiadania własnych bohaterów, a wszyscy, którzy są temu przeciwni – to zdrajcy nacji ukraińskiej i agenci wroga. Na takim zaściankowym podejściu można by poprzestać, gdyby nie śmiertelne niebezpieczeństwo wiszące nad Ukrainą.

Jest oczywiste, że bez zachodnich sojuszników Ukraina długo nie przetrwa. Właśnie dlatego Ukraina powinna wyjaśniać swoje stanowisko i rozmawiać ze światem jego własnym językiem [językiem tego świata]. [Powinna] podzielać i wyznawać takie same wartości i zasady. I niezmordowanie wyjaśniać, że Ukraina – to nowoczesne państwo demokratyczne, uznające prymat wartości ogólnoludzkich. Oczywiste jest, że trudno wyjaśnić mieszkańcom Zachodu, co naprawdę dzieje się na Ukrainie. Problemem jest nie tylko zmasowana rosyjska propaganda, która trąbi „na całą Iwanowską” o kijowskiej „juncie”, faszystach i neonazistach, którzy zagarnęli władzę na Ukrainie. Problemem jest to, że w społeczeństwie ukraińskim prawie nieobecne są debaty publiczne o najważniejszych kwestiach przeszłości i teraźniejszości. Brakuje wyjaśnienia obdarzonych autorytetem intelektualistów, że narodowy socjalizm, faszyzm, rasizm – to jednoznaczne zło i że to nienaruszalny aksjomat, nie podlegający rewizji.

Niestety, w ukraińskiej przestrzeni publicznej praktycznie nie ma autorytatywnego wyjaśnienia, że nie można w żaden sposób i w żadnym wypadku usprawiedliwiać nazistów. I nie tylko dlatego, że z tego powodu nie przyjmą do Unii Europejskiej, ale ponieważ takie są przekonania współczesnego Europejczyka. A wszyscy ci, którzy w to wątpią – to elementy marginalne, które na zlecenie Putina chcą zniszczyć UE od środka. Nie mając takich przekonań, nie można liczyć na znalezienie wspólnego języka z Niemcami, Francuzami i Szwedami. Właśnie dlatego tak dziko dla zachodnich uszu brzmią wypowiedzi dyrektora Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej Wołodymyra Wiatrowycza, który jest przekonany, że symbolika „Waffen SS” nie podlega zakazowi na Ukrainie: „SS” – tak, ale „Waffen SS” – nie. Człowiekowi Zachodu jest trudno zrozumieć, dlaczego tak ważne jest dla wysokiego ukraińskiego urzędnika z tych dwóch rodzajów gówna wybrać jakieś lepsze.

Podobnie zachodniemu obywatelowi praktycznie niemożliwe jest, a nawet nie należy próbować wyjaśnić miłość bojowników batalionu „Azow” do faszystowskich i nazistowskich symboli. Ich dziwnej wiary w rasistowskie teorie, które, nawiasem mówiąc, pochodzą od tych, którzy uważali ich przodków za rasowo gorszych i nie dawali im najmniejszych szans na przyszłość. No dobrze, wielu Ukraińcom znane są szczególne okoliczności formowania tego batalionu. Rzeczywiście, kiedy ojczyzna jest w niebezpieczeństwie, a świat zachodni ograniczał się do wyrażania „zaniepokojenia”, nie jest priorytetem weryfikowanie przekonań ideowych zaciągających ochotników. Tym bardziej, że często „ideowość” – to rezultat kiepskiej edukacji i banalnej ignorancji. Jednak czas upływa, a „chłopcy” nawet nie zamierzają zmieniać swoich przekonań. Wprost przeciwnie, nawiązują współpracę z innymi odczuwającymi „zagrożenie dla białej rasy”, którzy mają zamiar bronić „białego” świata przed „dominacją żydowską”, masonami i hordami uchodźców. 

Ze względu na marginalność tych środowisk można byłoby nieszczególnie się przejmować. Ale nie w przypadku Ukrainy. Rosja od dawna starała się rozegrać kartę „niepełnowartościowego państwa” Ukraina. Mówiąc, Ukraina – twór, gdzie zwyciężyli neonaziści, gdzie gloryfikują nazizm i faszyzm. Ona jest niesterowalna i dlatego stanowi zagrożenie. Niebezpiecznie jest zostawić ją w takim stanie. Dlatego „cywilizowane” kraje muszą wziąć na siebie odpowiedzialność i podzielić ją na strefy wpływów.

Rosyjski specjalista od technologii politycznej Modest Koljerow już od dawna nosił się z ideą misji cywilizacyjnej, stojącej przed najbliższymi sąsiadami Ukrainy – Polską i Rosją. Technologia ta jest następująca: ponieważ żadnej Ukraina w przeszłości nie było, lecz istniało terytorium, rozdzielone między Rzeczpospolitą a Rosją, to obydwaj współcześni spadkobiercy po prostu są zobowiązani wziąć odpowiedzialność i podzielić między sobą to „niepełnosprawne państwo”. Jeśli chodzi o zgodność z normami prawa międzynarodowego, nawet mówić nie warto. Czyż Rosja nie anektowała ukraiński Krym, i nic?

Choć to dziwnie, ale w Polsce znaleźli się zagorzali zwolennicy tej, że tak powiem, koncepcji. Nawet członkowie Sejmu swego czasu wzięli udział w konferencjach organizowanych w Polsce przez Rosjan. Nawet od współczesnych polskich senatorów można usłyszeć, że Ukraińcy nie dają sobie rady, a więc Polska ma cywilizacyjną misję do zrealizowania. Jednak warto zauważyć, że Rosja postępuje bardzo swobodnie ze swoich „sojusznikami”. W tym konkretnym przypadku postrzega Polskę jako swego cywilizacyjnego sojusznika. W innym wariancie – Niemcy, z którymi jest gotowa podzielić się „odpowiedzialnością” za Europę Środkowo-Wschodnią. Z pewnością z prezydentem USA Donaldem Trumpem byłaby skłonna dzielić „odpowiedzialność” za cały świat. Dlatego jest dziwne, że istnieją prostaczki tak łatwo dający się kupić na takie propozycje „partnerstwa”. Jednak składanie całej odpowiedzialności wyłącznie na rosyjskie technologie będzie błędem.

Należy pamiętać, że rosyjscy stratedzy na pustym miejscu niczego nie zbudują. Musi być grunt, na którym można się zaczepić.

Byłoby naiwnością sądzić, że wszystkie te koncepcje są skierowane wyłącznie na likwidację niepodległej Ukrainy. Plany są dużo ambitniejsze – przywrócenie systemu dwubiegunowego. Systemu, gdzie o wszystkim decydowałyby dwa supermocarstwa – Rosja i Stany Zjednoczone. Tyle tylko że bez Ukrainy Rosja nigdy nie odzyska takiego statusu. Dlatego konieczne jest podzielenie Ukrainy. Podzielić ukraińskie społeczeństwo na wrogie obozy na gruncie pamięci historycznej. Rozdzielić na podstawie efemerycznego prawa historycznego. Właśnie dlatego ci, którzy starają się „pisać” własny, odmienny od europejskiego wariant ukraińskiej historii lub narzucić swój dominujący wariant pamięci, bezpośrednio lub pośrednio przyczyniają się do sukcesu tej anty-ukraińskiej manipulacyjnej technologii.

Wasyl Rasewycz – zaxid.net