Wraz z wprowadzaniem kolejnych dywizji rosyjskich na Ukrainę zwiększa się intensywność putinowskiej propagandy. Niedawno naszemu redakcyjnemu koledze Samuelowi Pereirze zniszczono drzwi do mieszkania, mażąc na nich czerwonym sprayem: „Pozdrowienia od Striełkova natowska kurwo”.

Dawid Wildstein

Dawid Wildstein

„Tak trzymać, do piachu ukry”, „Wkrótce akcja deratyzacyjna”, „No wszystkie takie bataliony-zbiorówki pójdą do piachu”, „Niech ich wybiją” – to tylko drobny wycinek komentarzy, jakie można znaleźć dziś w polskim internecie na niektórych portalach nazywających siebie „głosem Kresów” – pisze Dawid Wildstein w „Gazecie Polskiej”.

Propaganda Rosji ma dziś jasny cel – usiłuje powiązać polską pamięć o Kresach (fundamentalny komponent naszej narodowej tożsamości) z nienawiścią do współczesnej Ukrainy oraz poparciem dla imperialnej polityki rosyjskiej.

Tekst ten nie jest o ludziach, którzy całe życie dążyli do uhonorowania ofiar mordu wołyńskiego. Problemem nie jest godny szacunku i odważny ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski, nawet jeśli dziś mylnie rozpoznaje sytuację na Wschodzie. Problemem są zastępy etatowych pracowników działających w sieci, w tysiącach komentarzy siejących putinowską propagandę. Problemem są marginalne, ale za to w internecie i w mediach, ostatnio wyjątkowo aktywne, środowiska „prawicowe”, które z nienawiści do Ukrainy i z podlizywania się Rosji uczyniły swoją rację bytu. Problemem są portale, których jedynym celem jest szerzenie nienawiści do Ukraińców i popieranie inwazji rosyjskiej. Zresztą, mamy do czynienia w ostatnich dniach z niesamowitą intensyfikacją rosyjskiej propagandy w polskim internecie, która jest coraz bardziej radykalna – wręcz nawołuje do mordu na tych, którzy ośmielili się przeciwstawić Putinowi.

Katyń? Sprawka Żydów i Ukraińców

Elementem rosyjskiej propagandy podszywającej się pod „walkę o pamięć o Kresach” jest kompletne pomijanie zbrodni dokonanych przez Rosję na Polakach. Nie bagatelizując w żadnym wypadku rzezi wołyńskiej, warto pamiętać, że zginęło w niej 50–120 tys. Polaków i kilkanaście tysięcy Ukraińców, którzy usiłowali pomóc mordowanym. Tymczasem Rosja ma na sumieniu miliony Polaków. Więcej – to Rosja, a nie Ukraina, od wieków była zagrożeniem dla naszej tożsamości i naszej państwowości. Inaczej jest w pseudokresowej propagandzie. Wróg jest jeden – są nim Ukraińcy, Rosja zaś jest sprzymierzeńcem. Tym państwem, z którym wspólnie będziemy walczyć o prawdę historyczną (sic!). Tym państwem, które, okupując Ukrainę, zapewni nam geopolityczne bezpieczeństwo.

Prowadzi to do kuriozalnych sytuacji. Podczas Majdanu popierano Janukowycza, który akceptował pomniki Lenina i umożliwiał działanie ukraińskim stalinistom oraz pozwalał, by Rosja powoli zagarniała jego państwo. Za to dziś na pseudokresowych portalach popiera się Doniecką Republikę Ludową, nie przejmując się faktem, że rosyjscy najemnicy mordują tam niewinnych ludzi pod flagami z czerwoną gwiazdą, publicznie deklarując swoje przywiązanie dla największego z morderców Polaków (obok Hitlera) – Stalina. Czytając Kresy.pl czy słuchając wypowiedzi różnych „kresowych ekspertów”, których namnożyło się w sposób nieprawdopodobny od czasu rozpoczęcia rosyjskiej inwazji, można mieć wrażenie, że jedyne, co się liczy, to wydarzenia sprzed 70 lat. Nie ma współczesnej Ukrainy. Jest tylko Wołyń i wciąż działające banderowskie bojówki. Ale ta „radykalna pamięć” dotyczy tylko Ukrainy. Bo ci sami eksperci zapominają, że w tym samym czasie Rosja prowadziła ludobójcze działania na skalę dużo większą niż banderowcy. Pseudokresowa propaganda zresztą wchodzi w coraz większe opary absurdu. Ostatnią wrzutką regularnie kolportowaną w internecie jest stwierdzenie, że to Ukraińcy wspólnie z Żydami mordowali w Katyniu. No bo przecież nie Rosja.

Polacy wrogiem pseudo-Kresowiaków

Pseudokresowa propaganda ma tak naprawdę dwóch wrogów. Jednym są Ukraińcy, a drugim Polacy z Ukrainy. W większości bowiem nasi rodacy mieszkający w tym państwie poparli Majdan, a dziś cierpią z powodu inwazji Rosji. Musimy o tym pamiętać. Ci, którzy popierają Moskwę, działają na szkodę ukraińskich Polaków, będących dla Putina takim samym celem jak Ukraińcy. Niektórzy nasi rodacy nawet walczą na Wschodzie i giną… Nic dziwnego, że tacy Polacy nie pasują do pseudokresowej propagandy. Co bardziej krewcy publicyści portalu Kresy.pl potrafią szczerze napisać, że tożsamość Polaków na Ukrainie „pozostawia wiele do życzenia”. Faktycznie, nie chcą witać wojsk rosyjskich kwiatami.

Podczas moich pobytów na Ukrainie wciąż przewijał się wątek niechęci, jaką żywią w stosunku do pseudokresowej propagandy nasi rodacy. Polacy z Ukrainy mówili wprost, że jest ona dla nich zagrożeniem, że uzurpuje sobie prawo mówienia w ich imieniu, a tak naprawdę fałszuje rzeczywistość. Oddajmy głos samym Polakom z Ukrainy. Oto jak komentuje pseudokresową propagandę Jerzy Wójcicki, redaktor gazety „Słowo Polskie”, prezes Stowarzyszenia „Kresowiacy”: „Z tej perspektywy typowy Ukrainiec wygląda jak esesman, wykrzykujący hasło »Sława Ukraini«. W związku z tym po raz kolejny zwracam się z apelem do rodaków w Kraju. Sięgnijcie po opinie waszych kolegów-Polaków z Kijowa, Winnicy, dawnego Płoskirowa czy Kamieńca Podolskiego, zamiast pisać artykuły pełne nienawiści i niechrześcijańskiego gniewu. Polacy z Ukrainy oczekują od Polski (…) poddania krytyce tych polskich mediów (w tym Kresy.pl), które żerują na tematyce banderowskiej i odradzają Polakom w kraju udzielania pomocy rodakom i Ukraińcom”. Takich wypowiedzi są setki.

Fałszywe alternatywy

Jest sprawą oczywistą, że kult Bandery jest rzeczą koszmarną. Niemniej nie determinuje on narodowej tożsamości Ukrainy, a mordy UPA nie są wzorem dla Ukraińców. Gdyby tak było, nie rosłaby systematycznie sympatia dla Polaków w tym narodzie (symptomatyczne, że najbardziej nienawidzą nas na… Wschodzie). Gdyby tak było, skrajni nacjonaliści nie zdobyliby w wyborach prezydenckich około 3 proc. głosów. Itd. To, że należy sprzeciwiać się kultowi Bandery, nie znaczy, że należy walczyć z narodem ukraińskim i nie widzieć, jak różny on jest od naszych „rosyjskich braci”. Nie znaczy, że mamy nie dostrzegać, jak naród ukraiński się zmienia. Nie znaczy to, że mamy przymykać oczy na zbrodnie Rosji dokonywane na Ukrainie. Wbrew propagandzie niektórych, to nie Bandera jest jedynym i ostatecznym pytaniem w naszych relacjach z tym państwem. Alternatywa: poparcie dla walki Ukrainy z Rosją albo pamięć o Kresach – jest fałszywa. Ten, kto chce Polaków przed taką alternatywą postawić – to agent albo pożyteczny idiota.

Nie wszystko Kresy, co się świeci

Musimy dziś bardzo uważać na różne strony, gazetki czy ugrupowania uzurpujące sobie prawo do mówienia głosem „Kresowiaków”. Nie wszystko, co ma w nazwie „Kresy”, jest godne zaufania. Rosyjska propaganda chce wykorzystać pamięć o Kresach jako argument za imperialną i morderczą polityką Putina. Gdy tylko usłyszycie sugestie, że pamięć o Kresach z konieczności implikuje poparcie dla Donieckiej Republiki Ludowej i terrorystów Putina, gdy przeczytacie, że Kresowiakiem jest ten, kto powtarza brednie o wojnie domowej na Ukrainie i popiera Rosję w jej działaniach, gdy ktoś będzie was przekonywał, że groźniejszy jest wiecznie żywy Bandera niż Putin odwołujący się do Stalina – możecie być pewni, że macie do czynienia z prorosyjskim pożytecznym idiotą bądź agentem. Musimy odebrać takim ludziom prawo do mówienia o Kresach. Właśnie dlatego, że pamięć o Kresach i o Wołyniu szanujemy i chcemy, aby ona trwała.

gazetapolska.pl

CZYTAJ TEŻ:

Na kolanach przed rosyjską potęgą. O działalności portalu Kresy.pl