Za siedmioma serwerami, za siedmioma modemami, gdzieś na rozległych „dzikich polach” sieci rozciąga się niezwykła kraina. Zamieszkuje ją internetowy wolny lud samozwańczych patriotów Rzeczypospolitej, stojący na straży prawdy i dziejowej sprawiedliwości, stale gotowy do odpierania ataków wrogów ojczyzny. Tę romantyczną narrację wirtualnych Kresów psują oskarżenia stawiane twórcom portalu, które sugerują zbieżność publikowanych tam informacji z interesami pewnego wschodniego mocarstwa.

Mało kresów na Kresach

Kresy.pl powstały w 2008 roku. Od tego czasu można zaobserwować niezwykłą ewolucję treści publikowanych na łamach tego popularnego portalu. Jeszcze pięć lat temu redakcja Kresy.pl ubierała się w szaty strażników pamięci o Kresach w świetnej kampanii crowdfundingowej. Z opisu jej celów emanowała szlachetność: dokumentowanie polskiego dziedzictwa na Kresach poprzez digitalizację archiwów, zbieranie świadectw mieszkańców dawnej wschodniej Polski, tworzenie słownika pojęć, dat i miejsc. Działania te miały pozwolić zadeklarowanym opiekunom kresowego dziedzictwa nie tylko na pozytywistyczną pracę z historycznymi dokumentami, ale także na walkę z kłamstwem, manipulacją i fałszowaniem historii.

Choć autorzy nadal pozycjonują siebie jako „portal społeczności kresowej”, obecnie tematyka kresowa na Kresy.pl, to zaledwie margines pojawiających się tam publikacji. Na stronie głównej istnieją jeszcze odsyłacze do tekstów turystycznych, zbiorów audiowizualnych, kartograficznych czy nawet kulinarnych związanych z kresowym dziedzictwem, ale treści zawarte w tych linkach są dawno nieaktualizowane lub też po prostu nie działają.

Twórcy portalu chwalą się realizacją wielu projektów inwentaryzacyjnych i digitalizacyjnych (według informacji redakcji co najmniej kilkanaście tysięcy archiwalnych zdjęć – przyp. red.), a także rejestrujących i archiwizujących relację świadków historii. Jednocześnie przyznają, że dziś wiele z tych przedsięwzięć zostało wygaszonych z powodów finansowych.

Obecnie czytelnik odwiedzający Kresy.pl znajdzie wiadomości z niemal każdej innej dziedziny: informacje dotyczące historii, bieżących wydarzeń politycznych w Polsce, wieści z bliskich i odległych części świata, reportaże, relacje, analizy geopolityczne, a nawet informacje ze świata celebrytów.

Na dobrą sprawę portal Kresy.pl dostarcza wiadomości z tak szerokiego spektrum tematycznego, że nie ma potrzeby czerpania informacji z innych źródeł. Czytelnik, któremu poglądy autorów portalu przypadną do gustu, może całkowicie polegać na wiadomościach pojawiających się na kresowych stronach.

Dostarczanie materiałów informacyjnych na niemal każdy temat przywiązuje czytelnika do portalu i sprawia, że będzie on odbiorcą również innych publikowanych na stronie treści. Tym bardziej, że portal lubi posługiwać się retoryką niepodległościową i militarystyczną, atrakcyjną dla młodych użytkowników internetu, którzy szukają treści prostych i niewymagających pogłębionej refleksji.

Przekaz podkresowy

Nie trzeba dokonywać szczegółowego przeglądu informacji pojawiających się na stronie, aby doznać nieodpartego wrażenia, że pozostała w nazwie portalu i jego tle narracja kresowa pełni rolę jedynie sztafażu, jeśli nie kamuflażu. Z deklarowanych założeń funkcjonowania portalu, pozostały do dziś jedynie pełne zadęcia hasła o obronie ojczyzny i polskiej racji stanu, która zagrożona jest przez działania nieudolnych bądź realizujących obce interesy polskich polityków.

Emblemat „kresowości” pozwala twórcom Kresy.pl legitymizować się w debacie na temat polskiej polityki wschodniej – ten udany manewr poskutkował tym, że przemyślenia redaktora naczelnego portalu zostały opublikowane przez jeden z popularnych, ogólnopolskich tygodników.

O czym zatem jeśli nie o relacjach kuracjuszy z okresy II RP w Truskawcu można przeczytać na portalu Kresy.pl? Pośród wielu informacji na tematy wszelakie, można wyodrębnić te, które redaktorzy Kresów uznają za istotne dla swego czytelnika. Jest to przede wszystkim armia. Nie byle jaka, bo groźna i potężna armia rosyjska. Gros wiadomości przesyłanych kresowymi kanałami informacyjnymi poświęcona jest sprawności rosyjskiego oręża – choć trudno zrozumieć dlaczego tego rodzaju informacje publikowane są na stronie poświęconej tematyce polskich Kresów.

Na stronie istnieje więc możliwość obejrzenia filmiku promującego rosyjskie siły zbrojne, przeczytania informacji dotyczących ich skuteczności i bohaterstwa , ich świetlanych perspektyw czy też buńczucznych zapowiedzi ich zwierzchnika.

Pozornie informacje te mają charakter wyłącznie informacyjny. Wyłaniający się jednak przekaz jest jasny i klarowny – rosyjskie siły zbrojne potęgą są i basta. Znamienne, że w czasie aktywnego włączenia się Rosji do walki z Państwem Islamskim w Syrii portal Kresy.pl mógł śmiało konkurować z największymi serwisami informacyjnymi nieomalże codziennie donosząc o mniejszych lub większych sukcesach armii rosyjskiej na froncie walki z islamskimi fanatykami.

Pojawiają się także wiadomości z drugiej strony geopolitycznej barykady. Te jednak zazwyczaj są tak sprofilowane, że stawiają w niezbyt przychylnym świetle szeroko rozumiany Zachód, jak chociażby publikowane wywiady z narodowcami wieszczącymi rychły koniec Unii.

O stosunku portalu do zachodnich struktur świadczą teksty autorów i przedrukowywanych z innych źródeł publicystów, które nie pozostawiają wątpliwości odnośnie bardzo krytycznej postawy redakcji do Unii Europejskiej (np. „Cieszmy się z Brexitu”) i NATO (np. Szczyt Sojuszu w Warszawie był „prowokacją wymierzoną w Rosję” dając Polsce i krajom bałtyckim poczucie „iluzorycznej ochrony”).

Istotne miejsce wśród „kresowych” publikacji zajmują także te, które dotyczą wydarzeń na Ukrainie. W czasie rewolucji na Majdanie portal informował o odradzającym się banderyzmie przekonując, że ukraiński szowinizm jest znacznie groźniejszy od rosyjskiego imperializmu.

W pasji donoszenia o banderowskich bojówkach przejmujących władzę w Kijowie autorzy portalu nierzadko przekraczali granicę absurdu, jak na przykład wtedy, gdy „wytropiono” zwolenników Bandery w Wyższej Szkole Oficerskiej we Wrocławiu, biorąc czerwono czarne-proporce jednostki za flagi OUN-UPA.

Powszechna krytyka

Publikowane na łamach portalu Kresy.pl oceny i opinie na temat polskiej polityki wschodniej powodują, że interpretacji idei stojącej za portalem podejmują się śledzący portal eksperci i dziennikarze zajmujący się problematyką wschodnią. Część z nich twierdzi wprost, że portal Kresy.pl stanowi tubę rosyjskiej propagandy.

Głośnym echem odbiło się oświadczenie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich dotyczące publikowania przez portal informacji na temat polskich dziennikarzy pracujących na wschodzie Ukrainy, w którym uznano, że Kresy.pl „stały się narzędziem propagandy rosyjskich separatystów”.

Dziennikarz Dawid Wildstein, którego dotyczyły wspomniane przez SDP publikacje, przestrzegł przed manipulacjami autorów strony i wezwał do odebrania Kresów rosyjskim agentom. Oskarżenia spotkały się z ostrą polemiką ze strony redaktorów portalu.

Agnieszka Romaszewska, redaktor naczelna telewizji Biełsat, zasugerowała na jednym z portali społecznościowych, że Kresy.pl to moskiewska agentura. Wykładowca Studium Europy Wschodniej, Kazimierz Wóycicki nazwał portal „jednym z najbardziej proputinowskich mediów w polskim Internecie”. Wymienione postacie szybko stały się obiektem krytyki na łamach Kresów.

Portal i jego redaktorzy są także częstym tematem obszernych wpisów facebookowego profilu Rosyjska V Kolumna w Polsce, którego twórca Marcin Rey tropi osoby i instytucje działające na rzecz rosyjskich interesów w Polsce. Z autorem V Kolumny Kresy.pl przeniosły polemikę z internetu do sal sądowych.

Co skrywają Kresy?

Bez względu na to czy zarzuty dotyczące świadomego i intencjonalnego wspierania rosyjskiej wizji wydarzeń i ładu światowego są prawdziwe czy nie, rola Kresów w polskiej przestrzeni internetowej budzi wiele wątpliwości. Publikacje portalu Kresy.pl przekonują, że domniemana kresowość portalu stała się narzędziem służącym do podszywania się pod enigmatyczne „środowisko kresowe”.

Zasadne byłoby postawienie tutaj pytania o definicję tej zbiorowości – czy chodzi o potomków Kresowiaków, o ich samozwańczych ideowych spadkobierców (!?), czy też o miłośników bajania o Dzikich Polach? Żadna z nich nie odpowiada jednak rzeczywistemu charakterowi funkcjonowania portalu Kresy.pl.

Trudno natomiast oprzeć się wrażeniu, że kresowość portalu jest wykorzystywana przez jej twórców w celach szerzenia określonych postaw politycznych i ideologicznych, które dobrze charakteryzuje przekaz ilustracji na sprzedawanym przez portalu odzieniu, zaskakująco dziwnie korespondujący z pojawiającym się niekiedy w rosyjskiej przestrzeni medialnej postulatem podziału Ukrainy, i szerzej całej Europy Wschodniej, pomiędzy Rosję i Polskę.

 

Wykres: Eastbook.eu
Grafika główna: Obraz szlachty z XVIII wieku, autor nieznany, źródło: Wikimedia Commons, licencja: domena publiczna; zdjęcie Władimira Putina, źródło: kremlin.ru, licencja CC-BY, edycja: Eastbook.eu

Jagiellonia.org / Eastbook.eu / Krzysztof Nieczypor

CZYTAJ TEŻ:

Odebrać Kresy rosyjskim agentom. Uwaga na pseudokresowe portale