Dobre, by nie powiedzieć zbliżające się do statusu sojuszniczego, relacje Iranu i Zachodu, szczególnie Stanów Zjednoczonych, w ostatnich kilku miesiącach nie zasadzały się na zmienionej strategii Teheranu czy też Waszyngtonu.

Ich podstawą przede wszystkim było wspólne zagrożenie w postaci Państwa Islamskiego, czy szerzej sunnickiego terroryzmu.

Szczególnie zmianę nastawienia dawało się wyczuć w 2016 roku, gdy relacje amerykańsko – irańskie weszły w stadium post-sankcyjne. Oba rządy kontrolowały się i nawet, jeśli dochodziło do różnych incydentów, jak w styczniu 2016 roku, gdy irańskie jednostki morskie zatrzymały dwa amerykańskie statki na wodach Zatoki Perskiej, to ku zaskoczeniu obserwatorów obchodziło się bez większych następstw. Wcześniej tego typu incydenty na wiele tygodni potrafiły zatruć stosunki między oboma krajami. Dziś zbliżamy się jednak do kolejnego, negatywnego przełomu.

Z perspektywy Teheranu, gdy chodzi o jego strategię geopolityczną, konieczne są do osiągnięcia dwa zasadnicze punkty. To z jednej strony silne osadzenie się na terenie Bliskiego Wschodu, a z drugiej potwierdzenie swojej roli jako głównego partnera chińskich strategii politycznych i ekonomicznych odnośnie regionu.

Z konfrontacji z sunnickim islamizmem na terenie Bliskiego Wschodu zwycięsko wychodzą siły szyickie. Dotyczy to zarówno rządu Al-Asada, jak i zwycięstw irackiej armii na północy Iraku. Szyickie, bardziej w sensie politycznym niż religijnym, rządy w Bagdadzie i w Damaszku naturalnie orientują się na Teheran, choć nie oznacza to, że bezwarunkowo przyjmują jego przywódczą rolę. Pomiędzy stolicami tymi występują również znaczne różnice.

Iran potrafił w przeszłości wykorzystywać szyitów z Iraku, Syrii, Libanu (Hezbollah) czy Jemenu (Huti) jako narzędzia wpływu i destabilizacji politycznej innych krajów. Robił to ze względu na prawdopodobnie słuszną obawę, że w przeciwnym wypadku silny sunnicki blok, kierowany czy to przez Turcję czy Saudów (jak w przeszłości przez Saddamowski Irak lub Egipt), może stanowić dla niego śmiertelne zagrożenie.

Wyzwanie, przed jakim stoi więc dziś polityka zagraniczna Iranu, to przekształcenie efemerycznego i taktycznego związku jaki istnieje między nim a Syrią i Irakiem w trwały polityczny blok. W grę wchodzić może ewentualnie też Liban oczywiście po zmianie rządu i nowych wyborach w 2018 roku o ile przyniosą one władzę pro-syryjskim siłom w tym kraju.

Obecny premier Libanu, Saad Hariri, który z nierówną częstotliwością i chwiejnie stara się budować więzi z Zachodem, a nawet sojusz z USA, jest dla Iranu mało wygodnym partnerem. Tym bardziej, że jego polityczne zaplecze (Sojusz 14 Marca) ma oblicze anty-syryjskie i pośrednie anty-irańskie. Hariri w początkach swojego urzędowania wykonał kilka pro-irańskich gestów: godząc się na wybór Machela Aoun’a na prezydenta (z opozycyjnego, pro-syryjskiego bloku) czy częściowo współpracując z Hezbollahem.

Obecnie Hariri oczekując głównie pomocy od USA, chce przede wszystkim osłabić, umocniony przez ostatnie lata, Hezbollah, który stanowi poważne, wewnętrzne zagrożenie dla samego Libanu.

Iran dla swoich potencjalnych sojuszników musi być nie tylko atrakcyjny politycznie i militarnie, ale również pod względem ekonomicznie. Stąd sprawa sankcji osłabiających irańską gospodarkę jest sprawą nie mniej ważną. Dotyczy też tych nowo wprowadzonych przez amerykański Kongres w tym tygodniu.

Irańska gospodarka, pomimo zniesienia sankcji za rządu Obamy, nie zanotowała, wbrew przewidywaniom, wielkiego boomu. W poważnym kryzysie jest sektor bankowy, który za poprzednich lat utrzymywał za pomocą tanich pożyczek mały i średni irański biznes, który jednak nie wzrósł na tyle, aby obecnie te pożyczki spłacać. Irańska gospodarka wedle Banku Światowego rośnie, szczególnie w porównaniu z 2015 rokiem, jednak nowe sankcje na pewno odbiją się na jej stanie w niedalekiej przyszłości.

Drugi strategiczny punkt to wzrost związków z Pekinem, zarówno w jego planach handlowych – budowa Jednego Pasa, którego część przebiega przez Iran (jego południowa odnoga), jak i politycznych. Ukoronowaniem działań irańskiej dyplomacji w tej materii miało być wejście Iranu do Szanghajskiej Organizacji Współpracy (SOW) w czerwcu br., podczas jej szczytu w Astanie. Podczas tego szczytu do organizacji przyjęto Indie i Pakistan, lecz Iran dalej czeka w przedpokoju. Chiny (i Rosja) podtrzymują wprawdzie oficjalnie propozycję, aby Iran stał się pełnoprawnym członkiem SOW, jednak podczas szczytu w ogóle temat ten nie był poruszany. Z nieoficjalnych doniesień wiadomo, że członkostwu Teheranu sprzeciwia się Tadżykistan, lecz trudno sobie wyobrazić, aby sprzeciw Tadżyków mógł być tu realną przeszkodą. Raczej to Pekin dalej nie jest przekonany czy dołączenie Iranu nie będzie zbyt konfliktogenne w jego relacjach z Amerykanami.

W momencie, gdy zagrożenie ze strony Państwa Islamskiego powoli znika relacje na Bliskim Wschodzie wracają do swojego „zwykłego” konfrontacyjnego stadium. Iran również przygotowuje się do ewentualnej przyszłej konfrontacji, która nie musi jednak przybrać formy otwartej wojny amerykańsko – irańskiej. Część analityków ocenia, że sam Teheran raczej szykuje się na osłabienie głównego sojusznika USA w regionie, Saudów. I to raczej na wypadek wybuchu jakiegoś konfliktu, w który Amerykanie będą się musieli zaangażować, poza regionem np. na Morzu Południowochińskim.

Dlatego też Iran np. rozbudowuje swoją marynarkę. Ta w przypadku bezpośredniej konfrontacji z Waszyngtonem zda się wprawdzie na niewiele, lecz może być przydatna, jeśli USA będzie zmuszone przesunąć swoje siły w inną część świata. Już dziś marynarka Iranu jest w stanie zablokować np. przesmyk Ormuz i Bab el – Mandeb (u wejścia do Morza Czerwonego), co ćwiczyła w lutym br. i co może mieć na celu zablokowanie eksport ropy naftowej z Arabii Saudyjskiej.

Konfrontacja USA i Chin również nie musi przybrać otwartej wojny pomiędzy oboma krajami, tak jak nigdy nie było wojny amerykańsko – sowieckiej, może ona za to przejawiać się w serii kryzysów, interwencji lub nawet wojen zastępczych.

W przypadku, gdy dojdzie do ewolucji obecnych napięć na Dalekim Wschodzie w etap zimnej wojny (jako powstrzymywanie ekspansji Chin), wtedy, jak zakłada amerykański The National Interest, konfrontacja irańsko – amerykańska na Bliskim Wschodzie stanie się odbiciem zmagań Pekinu z Waszyngtonem.

Także starcie irańsko – amerykańskie może przejawiać się w postaci pośredniej, poprzez lokalne konflikty. Ze strony USA polityka konfrontacji może być realizowana poprzez wspieranie niepodległościowych dążeń Kurdów irańskich, zajmujących pas ziemi przy zachodniej granicy Iranu. Polem konfrontacji może być oczywiście Syria i Jemen.

Z perspektywy Iranu ważne jest, aby odsunąć konflikt od jego granic. Jest to oczywiście spowodowane poważną dysproporcją militarną, w zakresie logistyki i technologii, między nim a USA. Część analityków podkreśla jednak, że wyzwaniem dla USA może być nie tyle otwarty konflikt z Iranem, co sprostanie zbliżającej się wojnie saudyjsko-irańskiej. Otwarte wejście w ten konflikt po stronie Rijadu wcale nie musi być tak oczywiste.

Jagiellonia.org / Łazarz Grajczyński