„Od lat słychać opinie, że polityka wschodnia zwana <<jagiellońską>>, <<giedroyciowską>>, <<międzymorza>>, <<prometejską>> to mrzonki i romantyzm, zero realizmu. To nieporozumienie” – pisze na łamach portalu kresy24.pl Marcin Herman.

Różne środowiska krytykują jagiellońską koncepcję – zostańmy przy tym terminie – polityki wschodnią, rzecz zmienia się w czasie. Raz są to środowiska postkomunistyczne, raz deklarujące się jako narodowe, był taki moment, że wypowiadał je liberalny „maintstream” polityczny i medialny (za rządów PO, gdy rząd Donalda Tuska chciał „dogadać się” z Rosją. To im przeszło na razie, po agresji Rosji na Ukrainę). Dzisiaj największe ataki na nakierowaną na tak rozumianą koncepcję „polityki wschodniej” płyną ze strony środowisk, nazwijmy je oględnie, narodowych (choć wiem, że to dalece nieprecyzyjne określenie, może też krzywdzić niektórych myślących narodowców).

1) Może już czas wreszcie napisać, że to fundamentalne nieporozumienie. Wspomniane wyżej środowiska lubią prezentować siebie i uważać za realistów, wręcz wzorce realizmu politycznego. Jeden nawet miał kiedyś partię polityki realnej. Przeanalizujmy zatem, co jest niby takiego realistycznego w tym, co proponują. A proponują generalnie uznanie wolnych państw za naszą wschodnią granicą (Litwa, Ukraina) za coś w rodzaju wroga, czy przeciwnika. Część idzie dalej, mówiąc, że trzeba dogadywać się z Rosją, rzekomo w imię realizmu właśnie.

2) Nie ma w takim podejściu nic realistycznego. To są dopiero mrzonki! Wystarczy spojrzeć na mapę, by stwierdzić, że istnienie państw oddzielających nas od putinowskiej Rosji jest korzystne. To potężny atut Polski. We wrześniu 1939 przegraliśmy głównie dlatego, że byliśmy otoczeni prawie ze wszystkich stron przez kraje nam zagrażające. W 2016 roku mamy tylko kilkadziesiąt kilometrów granicy z Rosją, można do tego, niestety, dodać też granicę z Białorusią, bo stacjonują w tym kraju wojska rosyjskie. Reszta granic jest bezpieczna.

3) To nie tylko zresztą wzmacnia nasze bezpieczeństwo, poza tym daje nam pole manewru w innych dziedzinach, od dyplomacji po gospodarkę. Przypomnijmy sobie kryzys z wiosny tego roku związany z zamknięciem Rosji dla polskich firm przewozowych. Rosjanie po paru tygodniach musieli ustąpić. Bo gdy w reakcji Polska wprowadziła retorsje wobec firm rosyjskich, szybko okazało się, że Rosja została transportowo odcięta od Europy. Rosyjskie ciężarówki nie mogły przejechać przez Ukrainę, przez Litwę też nie. To konkretny przykład, jakie korzyści niesie obecna sytuacja i istnienie takich państw jak Litwa czy Ukraina, tak nastawionych do Rosji.

4) Chyba że ci wszyscy „realiści” uważają, że Rosja to nasz przyjaciel i powinniśmy nastawić się na Rosję. Jeżeli tak, to niech to wprost mówią jak najczęściej. Że są prorosyjscy, chcą dogadywać się z Rosją, wolą Rosję, rosyjskie wpływy tuż za naszą wschodnią granicą niż tych rzekomo „antypolskich” Litwinów i Ukraińców. Bo Rosja oczywiście zawsze walczy o pokój i nie jest nic a nic antypolska.

5) Mówiąc bardziej serio: a co jest właściwie realistycznego w dogadywaniu się z Rosją? Przypominam, że w ostatnich latach już to przećwiczyliśmy. Co Polska zyskała na „ociepleniu” rozpoczętym przez wczesny rząd Donalda Tuska? Kompletnie nic. Tak właśnie wyglądało to „dogadywanie się” w praktyce, choć naprawdę Donald Tusk i Radosław Sikorski bardzo, bardzo się starali. Również po katastrofie smoleńskiej. I tak aż do 2014 roku, do agresji Rosji na Ukrainę. Wtedy dopiero się skończyło. Generalnie, symbolem i lekcją poglądową, jak Kreml wyobraża sobie dogadywanie się z Polską, jest „współpraca” ze stroną rosyjską po katastrofie smoleńskiej.

6) Rosja nie potrzebuje i nie chce żadnych partnerskich relacji z Polską. Chce nam wydawać polecenia. Rosja, co najwyżej, chce dogadać się z Niemcami. A i z Niemcami chce dogadać się na swoich zasadach. Skoro więc nawet Niemcom próbuje Kreml narzucać swój dyktat, to co dopiero Polska…

7) Dlatego musimy skupiać się na innych partnerach na wschodzie. Nie tylko zresztą Litwie i Ukrainie oczywiście, są też niepodległe kraje Kaukazu i Azji Środkowej…

8) Wschód to naturalny kierunek zainteresowania gospodarczego i politycznego Polski. Nie tylko dlatego, że mieszka tam wciąż dość liczba polska społeczność. Z racji różnicy potencjałów Zachód polityczne i gospodarczo jest dla nas w dużej mierze już „zablokowany”. Wydaje się, że nasza gospodarka ze współpracy i wymiany z państwami zachodnimi wyciska już maksimum albo do niego się zbliża. Politycznie również, trudno sobie wyobrazić, że zyskamy w Unii Europejskiej jakąś kluczową rolę. Co innego wschód, tu wciąż jest ogromny dla nas potencjał eksportowy, inwestycyjny, współpracy gospodarczej. W Rosji nas nie chcą, ale pozostaje reszta ogromnego obszaru posowieckiego. Jeśli chodzi o politykę, to po prostu musimy się tam angażować dla własnego bezpieczeństwa. To nie żadne mrzonki, to twarde realia właśnie.

9) Zadziwiające też, jak ci wszyscy „realiści” są emocjonalni albo grają na emocjach. Nie ma żadnego realizmu w sprowadzaniu historii Kresów i stosunków polsko-ukraińskich tylko i wyłącznie do kwestii zbrodni wołyńskiej. Obserwuję wręcz celowe rozpętywanie histerii i ogłupienie młodzieży w internecie. Nie chodzi o to, żeby tą sprawą się nie zajmować, ale nierealistyczne jest właśnie zajmowanie się tylko tą sprawą i uczenie historii Kresów tylko przez pryzmat zbrodni wołyńskiej. Niektórzy „realiści” chcieli zastąpienia pamięci o 17 września i sowieckich zbrodniach pamięcią o zbrodniach ukraińskich nacjonalistów. Czyżby o to im chodziło? Mam nadzieję, że nie, że sami nie wiedzą, co czynią.

10) Z Litwą i Ukrainą mamy swoje „rachunki krzywd”, i te historyczne, i te (na szczęście mniejsze) współczesne. Realistyczne jest niezapraszanie do tych sporów czynnika rosyjskiego (co się niestety dzieje czasem), bo to nasze sprawy i „obca dłoń ich nie przekreśli”. Realistyczne jest jednoczesne współpracowanie z sąsiadami na tych płaszczyznach, na których mamy wspólne interesy i dążenia, na przykład choćby w kwestiach bezpieczeństwa czy energetycznych. Nierealistyczne i wręcz szalone jest dążenie do konfliktów polsko-ukraińskich i polsko-litewskich.

Jagiellonia.org / Kresy24.pl / Marcin Herman

Zdjęcie: Józef Piłsudski i Symen Petlura w Stanisławowie, sierpień 1920 r.