W rozmowie z „Polska The Times” znany polski kompozytor Krzesimir Dębski mówi, że po ukazaniu się jego książki „Nic nie jest w porządku. Wołyń. Moja rodzinna historia” oraz po tym, jak wszedł na ekrany film „Wołyń”, zgłaszają się do niego Rosjanie żeby powiedział coś przeciw Ukraińcom – o mordach ukraińskich, o nacjonalizmie.

„A Ukraińcy sami się podkładają rosyjskiej propagandzie szerząc kult UPA. Ja wtedy mówię, że całe nieszczęście zaczęło się od okupacji sowieckiej. Że to Rosjanie antagonizowali narody i wspierali nacjonalistów, i właściwie w każdym oddziale UPA był instruktor sowiecki. Bo tak często było. Byli dezerterzy z armii sowieckiej, własowcy którzy uciekali do banderowców i robili za instruktorów, bo często byli oficerami, podoficerami. Jak słyszą to rosyjscy dziennikarze, to się zapowietrzają i mówią, że to będą musieli wyciąć. Staram się tak mówić, aby się nie dać zmanipulować – relacjonuje Dębski, którego rodzice cudem uratowali się z pogromu, jaki urządzili Ukraińcy z UPA w ich rodzinnej wsi Kisielin i okolicach.

Krzesimir Dębski po latach wrócił na Ukrainę, pojechał z matką do Kisielina. Niestety tam nie ma już niczego z dawnych lat. Wszystko zostało zniszczone. Pozostałości zostały praktycznie zrównane z ziemią.

„Ludzie tam wciąż nie przetrawili tego, co się stało. A przecież wiadomo, że na wsi nic się nie ukryje, wszyscy wszystko wiedzą. Dokładnie wiedzą, kto mordował, kto rabował, bo element rabunkowy też był bardzo istotny. Pewnie niektórzy do tej pory mają nasze rzeczy. Do domów nas nie wpuszczali. Ale wiedzą, że my wiemy. (…) Mówili, że jestem bardzo podobny do swojego dziadka Leopolda, który leczył ich za darmo. Mama wtedy nie wytrzymała i zapytała: „To dlaczego go zabiliście?” Odpowiadali: „Tak trzeba było. Takie czasy były.” Mama zapytała: „A gdyby teraz trzeba było?” Usłyszała: „To też”. Ale dlaczego teraz mieliby mordować? Czy my im teraz coś zabieramy?”.

Dębski ocenia, że Ukraińcy są niedoinformowani, na temat rzezi wołyńskiej niewiele nie wiedzą i proponuje, żeby tłumaczyć książki, jakie wychodzą w Polsce, na język ukraiński. Podkreśla, że najbardziej zależy mu na tym, aby wydarzenia na Wołyniu zostały prawdziwie nazwane. „Chodzi o to, aby Ukraińcy odsunęli się od nacjonalistów, nie mieli ich za bohaterów. Nie mają innych bohaterów? Mogą znaleźć, żyli na Ukrainie wspaniali ludzie. Niech nacjonalistów odsuną w niepamięć, w niesławę. Może z czasem zrozumieją, że to, co się stało na Wołyniu, było straszne, może będą się choć trochę wstydzić, tak jak się wstydzą Niemcy za hitleryzm”.

Książka Krzesimira Dębskiego „Nic nie jest w porządku. Wołyń. Moja rodzinna historia” , o której jest mowa w wywiadzie „Polska The Times” (CAŁĄ ROZMOWĘ PRZECZYTASZ TU), właśnie znalazła się w księgarniach (Wydawnictwo Czerwone i Czarne). Znany kompozytor żył w cieniu rzezi wołyńskiej. Jego rodzice cudem uratowali się z pogromu. Relacje świadków w tym rodziców Krzesimira Dębskiego, są wstrząsającym świadectwem ludobójstwa.

Jagiellonia.org / Kresy24.pl

CZYTAJ TEŻ:

Ludobójstwo… Kto na tym skorzystał?