Fragmenty przemówienia Saakaszwilego na posiedzeniu ONZ

Stare imperium usiłuje przywrócić utracone terytorium. W odróżnieniu od większości państw, Federacja Rosyjska nie jest zainteresowana tym, by mieć stabilne otoczenie. Permanentna destabilizacja w krajach sąsiednich jest właśnie tym do czego dąży Kreml. Całkowicie odrzuca ideę silnych rządów w Gruzji, na Ukrainie i w Mołdawii, nawet tych które będą popierać jego interesy. Będziemy całkowicie otwarci i postaramy się konkretnie przedstawić sytuację

Dziel i rządź

Czy myślicie, że Władimir Putin chce aby Armenia zwyciężyła Azerbejdżan? Nie. W ten sposób Armenia stanie się zbyt silna i potencjalnie zbyt niezależna. A może myślicie, że jest odwrotnie – że Moskwa chce by Baku zwyciężyła Erewań? Nie. Obecny rozwój i modernizacja dynamicznego Azerbejdżanu to koszmar dla rosyjskich przywódców. Nie, oni nie chcą zwycięstwa żadnej ze stron. Ich celem jest właśnie konflikt, ponieważ on gwarantuje zależność obu państw i hamuje ich europejską integrację.

Czy myślicie, że wyborcza klęska sił, które doprowadziły do Pomarańczowej Rewolucji spowodowały, że Kreml podjął bardziej miękkie działania wobec Ukrainy? Wręcz przeciwnie. Rząd Janukowycza jest obiektem nieustannych ataków, a zdarza się to codziennie. Rosja przed zaplanowanym szczytem w Wilnie, rozpoczęła wojnę handlową z Ukrainą, wysocy urzędnicy państwowi nie skrywają planów i perspektyw podziału tego państwa.

Państwa Europy Wschodniej, które dążą do członkowstwa w rodzinie europejskiej, wspólnoty wolnych i demokratycznych państw, znajdują się pod nieustanną presją i zagrożeniem. Armenia została przyciśnięta do muru i zmuszona do przystąpienia do Unii Celnej, co nie odpowiada ani interesom tego państwa, ani naszego rejonu. Wobec Mołdawii ogłoszono blokadę, kontynuowane są ataki na Ukrainę, Azerbejdżan jest poddawany znacznej presji, a część Gruzji jest okupowana. …
Lęk przed postępem

Wrogość Władimira Putina i jego ekipy do rządu, na którego czele miałem zaszczyt stać przez prawie dziesięć lat, nie jest spowodowana osobistą niechęcią albo kulturowym nieporozumieneim. Wszystkie interpretacje tego rodzaju są tylko atrapą.

Mój poprzednik, prezydent Szewarnadze, pochodzi z najwyższej warstwy sowieckiej nomenklatury. On doszedł do władzy w latach 90-ych drogą wojskowego zamachu stanu przy bezpośrednim wsparciu Rosji. W przeciwieństwie do mnie, był znany ze swoich sowieckich umiejętności dyplomatycznych. Mimo tego Rosja ciągle starała się osłabić jego rządy i kilka razy zorganizowła ataki na niego.

Chodzi nie o Gamsakhurdia, Szewardnadze, Saakaszwili albo Iwaniszwili. W rzeczywistości, nazwiska nie są ważne. Chodzi o przyszłość państwowości Gruzji.

Dlaczego? Dlatego, że dzisiejsi władcy Rosji dobrze wiedzą, że jak tylko stabilne instytucje zostaną stworzone na Ukrainie, w Gruzji, w Mołdawii i w innych miejscach – instytucje te odzwierciedlą i wzmocnią pragnienie narodów tych państw do pełnej niepodległości i do integracji z rodziną europejską.

Właśnie dlatego udane reformy i gruzińskie doświadczenie budowania prawdziwego państwa zostały przyjęte, jako swojego rodzaju wirus, który „zaraziłby” całe terytorium byłego Związku Radzieckiego; wirus, który powinno się wyeliminować wszystkimi możliwymi środkami. W owym czasie nie mieliśmy nadziei na przyszłość, byliśmy najbardziej skorumpowanym i przestępczym krajem, a jednak bardzo szybko wyszliśmy z tego stanu i staliśmy się najmniej skorumpowanym państwem w całej Europie, państwem wprowadzającym reformy najszybciej w skali światowej – zgodnie z danymi Banku Światowego. Gruzja jako państwo stała się najlepszym miejscem do prowadzenia biznesu. Właśnie dlatego wobec narodu gruzińskiego zastosowano embargo, wywołano wojnę i wprowadzono okupację – wszystko po roku 2006. Właśnie dlatego opór mieszkańców Gruzji i zdolność do przetrwania demokracji w Gruzji są tak ważne dla całego regionu.

Różne działania podejmowane w tym celu, aby przeciwdziałać rozwojowi UE i NATO w naszym regionie, postępowi, który opiera się na dążeniach naszego narodu, stają się coraz bardziej intensywne. Te starania mają swoją nazwę: Unia Eurazjatycka, która została stworzona jako alternatywa dla Unii Europejskiej i jest uważana przez Władimira Putina za główny projekt jego prezydentury.

Despotyzm przeciwko Wolności

Dziś nasze kraje stoją przed wyborem określającym przyszłość o wiele więcej, niż tylko wybór polityki zagranicznej albo sojuszy. Nasz naród musi zadecydować – czy chce żyć w warunkach strachu i przestępczości; żyć w świecie, w którym różnice są postrzegane jako zagrożenie, a mniejszości, jako obiekty ucisku; w świecie, w którym oponenci polityczni są poddawani wybiórczej sprawiedliwości i fizycznej przemocy; w świecie, który doskonale znamy, ponieważ właśnie w nim żyliśmy. Unia Eurazjatycka jest naszą niedaleką przeszłością i przyszłością, którą w Moskwie starannie przygotowują dla nas byli oficerowie KGB.

W przeciwieństwie do tego nasze odrodzone tradycje i wielowiekowe dążenia prowadzą nas do innego świata, który nazywa się: Europa. Społeczeństwa europejskie są także dalekie od doskonałości. I tam mamy do czynienia z lękiem, wątpliwością, złością, a nawet nienawiścią, nierównością społeczną. Ale tam merytokracja jest ponad nepotyzmem, a fundamentem życia społecznego jest tolerancja. Obecni oponenci – to przyszli ministrowie, których nikt nie wsadza do więzienia, nie stosuje wobec nich przemocy fizycznej. Jeżeli spojrzymy na to w ten sposób, wybór dla narodów Europy Wschodniej jest tak oczywisty, że niektórzy strategowie Kremla (którzy nazywają siebie «polittechnologami») postanowili w ogóle zrezygnować z prawdy i rozpowszechniają kłamstwa w Gruzji, na Ukrainie, w Mołdawii oraz innych krajach.

O czym uczy historia?

Znajomość historii jest niezbędna. Nasza historia uczy nas, że tolerancja w naszym regionie jest fundamentem naszej suwerenności. Tolerancja jest nie tylko obowiązkiem moralnym, jest to kwestia bezpieczeństwa narodowego.

Musimy znać historię i rozumieć, że stara imperialna zasada „dziel i rządź” dziś jest używana tak samo, jak i dwadzieścia wieków temu. Proszę spojrzeć na nasz region dzisiaj. Ten, kto zna historię Kaukazu, pamięta, że ormiańsko-azerskie krwawe walki, które miały miejsce w 1905 roku, były bezpośrednio poddane manipulacjom carskiej administracji. Czy nie można tego porównać z początkiem konfliktu w Karabachu w latach 1980?

Armia rosyjska była tam, zresztą bardzo liczna, i wprost na jej oczach zaczęła się wojna. Obu stronom pokazywali, że niby im pomagają, a w rzeczywistości – podburzali do konfliktu. Ten, kto zna historię, może sobie łatwo przypomnieć – tak, jak i ja sobie przypominam – początek abchaskiej wojny początku lat 90-tych, gdy gruzińskie jednostki wojskowe otrzymywały broń od armii rosyjskiej, która z kolei, jednocześnie kierowała abchaskimi oddziałami i trenowała czeczeńskich najemników, aby zniszczyć jakiekolwiek przejawy solidarności narodów południowego i północnego Kaukazu. Wszystko działo się dokładnie tak samo, jak sto lat temu, gdy gruzińskich oficerów wysyłano na linię frontu rosyjskich wojen przeciwko Czeczenom, Inguszom i Dagestańczykom.

Imperium inicjowało podziały

Możemy w różnych okresach historii spojrzeć na inne kraje położone na peryferiach (Rosji) – na przykład na Polskę i Ukrainę i zobaczymy taką samą sytuację. Imperium rozpalało nienawiść pomiędzy zniewolonymi narodami i oddzielało ich od siebie ścianą fanatycznego antagonizmu. Niestety, takie podejście było skuteczne. Nawet więcej, niestety, przynosi efekty także dziś.

A przecież wtedy, gdy nasz region jest ciągle ogniskiem zapalnym konfrontacji, to byłe zniewolone narody, zamiast żywić wrogość powinny się jednoczyć.

W przeszłości niektórzy przywódcy i kraje, jak np. Polska Józefa Piłsudskiego, która wzywała wszystkie uciśnione narody pod sztandar polskiej wolności, rozumieli, że wolność jednego kraju zależała także od wolności innych zniewolonych nacji. Ale nigdy przodkowie nasi nie otrzymywali korzyści od takiej wielkiej siły, która dobrze rozumie swój interes strategiczny – obronę naszej suwerenności – i tą siłą jest Unia Europejska.

Organizując Parterstwo Wschodnie, które było odpowiedzią na atak Rosji na Gruzję w 2008 roku, Unia Europejska stworzyła dla naszych państw doskonałą platformę do współpracy pod jej egidą. W to przedsięwzięcie musimy włożyć więcej wysiłku. Musimy rozwijać wspólne projekty, koncentrując się głównie na wspólnie realizowanych reformach. Ponieważ reformy dla każdego z nas oznaczają: państwowość i niepodległość.

Caryca Katarzyna Druga doskonale to rozumiała. Kiedy Polska, pod wpływem francuskich i brytyjskich idei oświeceniowych zaczęła przeprowadzać reformy, caryca wysłała długi, tajny list do Fryderyka Wielkiego (króla Prus). Ten list do dziś pozostaje jednym z najbardziej imponujących opisów natury i strategii imperialistycznych dążeń i planów.

W liście wspomina się, że reformy wprowadzane w życie w Polsce, stwarzały niebezpieczeństwo zarówno dla Rosji, jak i dla Prus, gdyż przekształciłyby Polskę w mocne państwo. Dlatego trzeba było je koniecznie wstrzymać. Zanim reformy zostały ostatecznie przeprowadzone, należało napaść na Polskę, dokonać rozbioru, ponieważ w przeciwnym razie nigdy nie udałoby się zająć tego kraju.

List ów dobrze rozumieją ci, którzy widzą, z jaką nienawiścią Władimir Putin odnosi się do gruzińskich doświadczeń ostatniego dziesięciolecia. Większość Rosjan stawiała sobie pytanie – jeżeli słaba i podzielona Gruzja, przesiąknięta w pewnym czasie korupcją i przestępczością, potrafiła osiągnąć sukces, dlaczego Rosja nie może zrobić tego samego? To był projekt ideologicznie niebezpieczny.

Ideologicznie niebezpieczny projekt

Po raz pierwszy na Kaukazie powstawało prawdziwe, skuteczne państwo-naród i dlatego trzeba było zniszczyć reformy, zanim przyniosłyby ostateczny owoc.

W Europie Wschodniej, w tym na podzielonym Kaukazie, rządy muszą opierać się na jedności.

Przypomniałem początek wojny w Abchazji, ale także chcę przypomnieć wcześniejszy moment, niezwykle symboliczny dla historii Kaukazu. Pod koniec powstania Szamila przeciwko Imperium Rosyjskego, kiedy Szamil sam oddał się w niewolę, czeczeński dowódca Bajorongur został również ranny i wzięty do niewoli. Zanim go powieszono, rosyjscy oficerowie zebrali Dagestańczyków i zażądali od jednego z nich, aby usunął krzesło spod nóg skazanego na śmierć Bajorongura. W taki sposób chcieli sprowokować niezgodę między mieszkańcami tej miejscowości. Bajorongur, zobaczywszy to, sam odepchnął krzesło. Popełniając samobójstwo, które jest zakazane, on uniknął kłótni pomiędzy sąsiadami. I chociaż jeden jedyny raz taktyka carska poniosła fiasko to jednak widać, na ile była uzasadniona polityka siania niezgody między narodami Kaukazu.

Powinniśmy położyć temu kres. Właśnie dlatego, gdy piastowałem urząd prezydenta, rozpoczęliśmy kilka projektów, które miały za cel zwiększyć częstotliwość kontaktów międzyludzkich wśród ludności Północnego i Południowego Kaukazu..

Europa Wschodnia potrzebuje jedności

Parlament Gruzji uznał mord popełniony na narodzie czerkieskim za ludobójstwo, które dla wielu jest nieznaną kartą historii. Cały naród uległ zagładzie tylko dlatego, że ich ziemie były potrzebne Rosjanom. Powinniśmy kontynuować te nasze małe wysiłki. Trzeba przygotować się do tego, aby, gdy przyjdzie czas i imperium legnie w gruzach, szybko przezwyciężyć dziedzictwo jego nienawiści.

Dlatego my, jako obywatele Gruzji, musimy być gotowi na ten moment, gdy wojska rosyjskie opuszczą nasze okupowane ziemie – Cchinwali i Suchumi. Powinniśmy być gotowi na to, aby z otwartymi ramionami przyjąć naszych rodaków z Abchazji i Osetii, nie jako naszych wrogów, ale jako naszych braci i sióstr. Ponieważ ten czas przyjdzie wcześniej, niż nam się wydaje.

Kończąc moją drugą kadencję prezydencką, jestem dumny z osiągnięć Gruzji w tym okresie. Udało się nam, dosłownie, wyprowadzić Gruzję z ciemności. Nadaliśmy gruzińskim urzędom państwowym bezprecedensową przejrzystość. Posłaliśmy nasze dzieci z powrotem do szkół, z których wygnaliśmy bandy. Bardziej niż kiedykolwiek kraj nasz przybliżył się do spełnienia europejskich marzeń. Nieustannie pracowaliśmy nad przywróceniem ducha tolerancji, który zawsze cechował nasz kraj w czasach minionej świetności.

Zrobiliśmy wiele dobrego. Gdy doszedłem do władzy, byłem najmłodszym prezydentem na świecie. W związku z tym, jak każdy przywódca, zdaję sobie sprawę, że wiele inicjatyw zostało okupione wielkimi kosztami. Dokładamy pośpiesznie wszelkich starań, aby ustanowić nową rzeczywistość, która dałaby odpowiedź na wewnętrzne i zewnętrzne zagrożenia. Jesteśmy i musimy pozostać narodem, który jest zjednoczony dla osiągnięcia historycznego celu – wstąpienia do europejskiej rodziny wolnych i demokratycznych narodów, do rodziny, od której nas nikt nigdy nie powinien był odłączać – do naszej rodziny. Do osiągnięcia tego ostatecznego sukcesu regionalnej jedności, wolności i integracji europejskiej jest jeszcze daleka droga. Aby jednak upragniony cel osiągnąć mam zamiar zawsze niestrudzenie pracować.