0005_DominikII wojna światowa przyniosła nie tylko miliony ofiar, przesiedlenia, zmiany terytorialne, kryzys tożsamości narodowych i nowy układ polityczny, ale również niebagatelną spuściznę w postaci przeobrażeń architektonicznych. Nawet pobieżna znajomość historii – z wyroku której front przetoczył się przez Polskę dwa, a gdzieniegdzie nawet trzy razy – pozwoli dokonać refleksji nad ogromem zniszczeń w przestrzeni urbanistycznej. Warszawa, Przemyśl, Wrocław – te miasta trzeba było po zakończeniu walk wybudować w zasadzie na nowo. Tymczasem jednak zagłada budynków, czy – jak w przypadku warszawskiego getta – całych dzielnic, nie wyczerpuje kwestii owych architektonicznych przeobrażeń, mających również swój wymiar pozytywny, oczywiście nie w sensie wartościującym, tylko logicznym. Lata 1939-1945 zaowocowały budową wielu nowych obiektów, które – jeśli przetrwały – mogą stać się podstawą cennej lekcji historii. Z jednej strony pozostały na ziemiach polskich – budzące grozę kompleksy obozów koncentracyjnych Auschwitz-Birkenau czy Majdanka, z drugiej strony kryjówki Hitlera, w tym zniszczony wprawdzie – ale wciąż imponujący swym rozmachem Wilczy Szaniec w Gierłoży i wreszcie po trzecie: system umocnień nadgranicznych wybudowanych przez Sowietów w wyniku wdrożenia postanowień paktu Ribbentrop-Mołotow, będący jego materialną pamiątką. Maleńki wycinek owych umocnień, zwanych Linią Mołotowa stanowił przedmiot inwentaryzacji dokonanej przez fundację Polonia-Ruthenia w październiku i listopadzie 2013 roku.

Rys historyczny

Linia Mołotowa pomyślana jako pas graniczny mający zabezpieczyć zachodnią granicę Związku Radzieckiego nie była – co do zasady funkcjonowania – pomysłem nowym. Nakładem olbrzymich kosztów kraje europejskie budowały takie umocnienia na wypadek wojny już od lat 20. minionego stulecia. Poczynania te stanowiły wprawdzie jawne pogwałcenie postanowień Ligii Narodów, wśród których znalazł się zapis mówiący o potrzebie burzenia fortyfikacji – nie zaś ich rozbudowy! – lecz każde państwo pragnęło ich przestrzegania w odniesieniu do innych. W odniesieniu do samego siebie zwyciężyła stara zasada si vis pacem, para bellum.

Do najważniejszych fortyfikacji pochodzących z tamtego okresu zaliczyć należy Linię Maginota (której nazwa pochodzi od nazwiska francuskiego ministra wojny i pomysłodawcy potężnego systemu umocnień mającego zatrzymać niemiecki atak na zachód); fińską Linię Mannerheima przewidzianą jako zabezpieczenie przed agresją sowiecką; niemiecką Linię Zygfryda na granicy z Francją oraz Wał Pomorski stanowiący ochronę wschodniej rubieży III Rzeszy, wreszcie nieukończoną Linię Stalina strzegącą ówczesnej (1926 rok) granicy Związku Radzieckiego na ogromnym odcinku od Tyraspola na południu po Murmańsk na północy.

Budowane w XX-leciu linie fortyfikacyjne można przyporządkować do jednej z trzech kategorii: ciężkiej (np. Linia Maginota), lekkiej (Wał Pomorski) lub mieszanej (Linia Mannerheima). Wydaje się, że ten podział bardziej odpowiada prawdzie, niż proponowana niekiedy w publikacjach naukowych dychotomiczna typologia: lekki-ciężki, tym bardziej, że niezależnie od ogólnej natury umocnień, występowały w nich elementy stałe, jak i polowe. Pierwszą kategorię cechowało masowe użycie konstrukcji żelazobetonowych, mających wytrzymać ogień artyleryjski, drugą wykorzystanie naturalnej rzeźby terenu, mi.in. rzek i jezior oraz konstrukcje ziemne, trzecia natomiast łączyła oba elementy. O charakterze umocnień decydowały trzy podstawowe czynniki. Po pierwsze był on uzależniony od najbardziej prawdopodobnego na danym odcinku trybu wojny – zaczepnej bądź obronnej. Dlatego też przywódcy III Rzeszy zlecili budowę ciężkich fortyfikacji na granicy z Francją, ponieważ do września 1939 mogli spodziewać się ataku z jej strony. Jednocześnie nie przewidywali oni napaści ze strony Polski, lecz raczej rozwinięcie własnej ofensywy w tym kierunku, w związku z czym nie widzieli konieczności budowy potężnych bunkrów na wschodzie. Po drugie, gdyby jednak doszło do ataku ze strony, z której się go nie spodziewano, nie oznaczało to automatycznie konieczności wznoszenia konstrukcji betonowych, jeśli – a tak było w przypadku polskim – nieprzyjaciel nie dysponował silną artylerią lub lotnictwem. Ważną rolę odgrywał również aspekt finansowy przedsięwzięcia, chociaż, jako się rzekło – państwa europejskie, w szczególności zaś te, które pragnęły rewizji traktatu wersalskiego, bądź były takową rewizją zagrożone – nie szczędziły środków na obronność, w tym na linie umocnione.

Warto w tym miejscu dodać, iż II RP również doczekała się swojego systemu umocnień (typu ciężkiego), określanego jako Obszar Warowny „Śląsk”. Nie był on wprawdzie imponujący – kontrolując odcinek ok. 60 kilometrów nie mógł równać się z fortyfikacjami niemieckimi, francuskimi, a nawet fińskimi – niemniej jednak mógł on do pewnego stopnia osłaniać silnie uprzemysłowiony, a przez to newralgiczny obszar Górnego Śląska. Niestety, wskutek rozpoczęcia działań wojennych we wrześniu 1939 roku polska „linia Maginota” nie została ukończona i nie odegrała w kampanii wrześniowej znaczącej roli, aczkolwiek odroczyła zajęcie Górnego Śląska o trzy dni.

Pakt Ribbentrop-Mołotow i jego korekta

23 sierpnia 1939 niemiecki minister spraw zagranicznych Joachim von Ribbentrop i jego radziecki odpowiednik Wiaczesław Mołotow (właściwie: Wiaczesław Skriabin) podpisali w Moskwie 10-letni pakt o nieagresji. Nie byłoby w tym niczego złowróżbnego, gdyby nie tajny załącznik określający podział wpływów w Europie środkowo-wschodniej między III Rzeszą a Związkiem Sowieckim, załącznik będący w istocie wyrokiem śmierci na Polskę, państwa bałtyckie i Finlandię. Nieco lepszy los przypadł w udziale Rumunii, która zachowywała niepodległość, jednak musiała zrzec się Besarabii na rzecz ZSRS. Granica niemieckiej i sowieckiej strefy wpływów w Polsce miała biec wzdłuż linii rzek: San-Bug-Narew-Pisa. Wdrażanie paktu Ribbentrop-Mołotow rozpoczęło się 1 września operacją Fall Weiss, kiedy to niemieckie armie przekroczyły granicę II RP na całej długości. Tymczasem przezorność Stalina kazała mu zwlekać z przyjściem na pomoc Hitlerowi, co nastąpiło dopiero 17 września. Sowiecki dyktator nie był pewien reakcji Francji i Anglii, które udzieliły Polsce gwarancji na wypadek wojny, jednocześnie chciał ubezpieczyć się przed ewentualną agresją japońską. Jeszcze innym motywem była chęć rewizji linii demarkacyjnej ustalonej 23 sierpnia w taki sposób, aby to III Rzesza musiała wchłonąć zdecydowaną większość polskich ziem etnicznych. W ten sposób Stalin pozbywał się problemu ewentualnej partyzantki na tych obszarach.

W dniu kapitulacji Warszawy (28 września) podpisano w Moskwie „traktat o granicach i przyjaźni”, wprowadzający korektę do paktu Ribbentrop-Mołotow. Na mocy zawartego porozumienia granica III Rzeszy i ZSRS miała odtąd przebiegać wzdłuż Sanu, Bugu, Narwi i Pisy. W ramach rekompensaty za część ziem II RP, Stalin otrzymał „prezent” w postaci Litwy Kowieńskiej. Dyktatorzy poprzez swych pośredników zobowiązali się do niszczenia polskości w wymiarze politycznym: Обе стороны не допустит на своих территориях никакой польской агитации, которая действует на территорию другой страны. Они ликвидируют зародыши подобной агитации на своих территориях и будут информировать друг друга о целесообразных для этого мероприятиях.

Mimo szumnych słów o przyjaźni i współpracy, jakimi naszpikowany był traktat z 28 września, Stalin nie wierzył w czystość intencji Führera. W końcu jeszcze w styczniu tego samego, 1939 roku Ribbentrop proponował polskiemu ministrowi spraw zagranicznych przystąpienie do paktu antykominternowskiego. Na Kremlu zdawano sobie również sprawę z faktu, że Hitler może nie poprzestać w swej ekspansjonistycznej polityce na podboju Polski, ponieważ owładnięty ideą czystości rasy, uważał że narody słowiańskie winny służyć „niemieckim panom”, nie zaś być partnerem do rozmów. Czy już w 1939 roku Stalin domyślał się, że sojusz niemiecko-sowiecki był tylko wybiegiem dającym Hitlerowi szansę na zniszczenie europejskich przeciwników, swoistym przegrupowaniem sił przed mającą nastąpić próbą generalną? Możliwość taka wydaje się prawdopodobna. Tłumaczyłoby ją w każdym razie podjęcie decyzji o budowie linii obronnej wzdłuż przesuniętej o kilkaset kilometrów zachodniej granicy ZSRS.

Linia Mołotowa

Decyzja o budowie nowego systemu fortyfikacji zapadła na Kremlu 26 czerwca 1940 roku po uprzedniej rezygnacji z dalszych prac nad Linią Stalina. Opracowanie projektu przedsięwzięcia powierzono doświadczonemu generałowi wojsk inżynieryjnych Dmitrijowi Karbyszewowi. Ogólny plan zakładał obsadzenie 1500-kilometrowego pasa granicznego dwoma i pół tysiącami bunkrów. Całość linii podzielonego na 13 tzw. Rejonów Umocnionych (Укрепленный Район, RU), o długości ok. 100 km każdy. Karbyszew postanowił zbadać rozwiązania techniczne zastosowane przy budowie fińskiej Linii Mannerheima, której skuteczność tak bardzo przyczyniła się do porażki Sowietów w czasie Wojny Zimowej. Zaowocowało to poprawą standardów w zakresie jakości betonu i grubości ścian.

Początkowo konkurowały ze sobą dwie sprzeczne koncepcje dotyczące wytyczenia linii: 1) Ludowego Komisarza Obrony Klimenta Woroszyłowa, 2) jego zastępcy – marszałka Borysa Szaposznikowa. Pierwszy argumentował, że należy wybudować fortyfikacje tuż przy samej granicy, drugi postulował przesunąć je o kilkadziesiąt kilometrów w głąb kraju. Z punktu widzenia wojskowego, Szpaosznikow miał rację, ale ostatecznie jego pomysł przegrał. Warto przy okazji zaznaczyć, że okoliczność błędnego wyboru miejsca budowy umocnień posłużył znanemu rosyjskiemu dysydentowi Wiktorowi Suworowowi do wysunięcia tezy, że w istocie Linia Mołotowa była jedynie mistyfikacją, mającą przekonać Niemców, że ZSRS prowadzi politykę obronną, podczas gdy w rzeczywistości Stalin od dawna nosił się z zamiarem zaatakowania III Rzeszy, co nie udało mu się tylko dlatego, że Hitler ubiegł go o dwa tygodnie. Z tak postawioną tezą polemizowali w Polsce Tomasz Bereza i Piotr Chmielowiec w swej książce Linia Mołotowa, argumentując, że jak na atrapę umocnień radziecki system fortyfikacji z lat 1940-41 był „sporą przeszkodą dla nacierających oddziałów Wermachtu”.
Tak czy owak, faktem pozostaje, iż na skutek braku czasu oraz n
iedomagań radzieckiego przemysłu, Linia Mołotowa nie została ukończona. W momencie rozpoczęcia operacji Barbarossa ukończonych i uzbrojonych było 25% czyli niespełna 1000 obiektów.

Typologia bunkrów Linii Mołtowa budzi pewne trudności metodologiczne i jest przedmiotem sporów między historykami. Problem nie polega jedynie na odmiennym nazewnictwie dla tych samych obiektów, ale na zastosowaniu każdorazowo innych kryteriów podziału. Bez wdawania się w szczegóły, stwierdzić można, że podstawowymi obiektami budowanym przez Sowietów w latach 1940-41 były:

– Betonowe Schrony Bojowe (BSB). Jedno- lub kilkuizbowe, wykorzystywane do prowadzenia ognia czołowego lub bocznego np. z działek ppanc. 45 mm;

– Tradytory artyleryjskie, zwane również kaponierami. Dwu-, trójkondygnacyjne, posiadały nawet kilkanaście izb i służyły do prowadzenia ognia bocznego (na obie strony) bądź ukośnego. Jeśli otwory strzelnicze znajdowały się tyko z jednej strony, budowlę taką nazywano półkaponierą;

– Blokhauzy do obrony okrężnej. Mogły prowadzić ostrzał w kilku kierunkach jednocześnie.

Schrony dowództwa. Nieuzbrojone, służyły celom obserwacyjnym i łącznościowym.

Niezależnie od przedstawionej typologii, bunkry były wyposażone (albo pozbawione) pewnych stałych elementów konstrukcyjnych. Do najważniejszych należały:

– otwory strzelnicze, często wyposażone w systemy przeciwrykoszetowe (cechujące się charakterystycznym schodkowym glifem zwężającym się do wewnątrz);

– okapy, czyli wysunięte poza linię muru fragmenty sufitu chroniące obsługę strzelnicy przed pociskami z broni stromotorowej oraz odłamkami granatów;

– rowy diamentowe, przypominające wyglądem średniowieczne fosy, zapobiegające zasypaniu otworu strzelniczego przez wypadające z karabinu łuski oraz uniemożliwiające przeciwnikowi zbliżenie się do bunkru;

– przelotnie – korytarze chroniące załogę izby przed ostrzałem i granatami;
– drzwi pancerne, oddzielające izbę od przelotni, zabezpieczające przed nagłym wtargnięciem przeciwnika do wewnątrz;

– dzwony obserwacyjno-bojowe (kopuły obserwacyjne) umieszczane na szczycie schronu, służące – nieco wbrew nazwie – raczej do obserwacji, niż do prowadzenia ognia.

Warto podkreślić, że w zmienionym raz jeszcze planie budowy Linii Mołotowa – ostatecznie powrócono do koncepcji Szaposznikowa – bunkry nie miały stanowić jedynego pasa obrony, lecz były wkomponowane w cały system zabezpieczeń polowych, które sprawiały, że głębokość RU wynosiła w sumie 35-50 kilometrów. Na jego schemat składały się trzy zasadnicze sektory: przedpole (12-18 km głębokości), międzypole (max. 10 km), pozycja tyłowa odsunięta od ostatniego o 15-20 km. Bunkry, o których mowa, znajdowały się w strefie Międzypola – zgrupowane w liczbie od 15 do 20 tworzyły punkty oporu, te zaś w grupie od 3 do 5 składały się na węzły obrony. Te ostatnie nie znajdowały się w linii prostej, lecz układały się w sinusoidę, dzięki czemu mogły wspierać się krzyżowo bez ryzyka ostrzału bratobójczego zwanego friendly fire.

Jak łatwo się domyślić, z racji rozpoczęcia prac według pierwotnego planu oraz braku czasu, nie wszędzie udało się te założenia wdrożyć.

Fall Barbarossa

22 czerwca armie państw Osi przekroczyły granicę Związku Sowieckiego na całej jej długości. Pierwsze do akcji wkroczyły samoloty Luftwaffe, bombardując przygraniczne lotniska. Po nich do akcji przystąpiły wojska lądowe, wdzierając się głęboko na terytorium nieprzyjaciela. Blitzkrieg przyniósł Hitlerowi kolejny spektakularny sukces: 30 czerwca Niemcy zajęli Dyneburg, 5 sierpnia – Smoleńsk, a 19 września – Kijów. Wobec powyższego zasadnym będzie stwierdzenie, że Linia Mołotowa okazała się kompletną klapą. Być może jednak dzięki temu znaczna liczba jej schronów nie uległa zniszczeniu w czasie długotrwałych walk pozycyjnych.

Obiekty zinwentaryzowane

Zinwentaryzowane przez fundację Polonia-Ruthenia schrony należały do najbardziej wysuniętego na południe odcinka Linii Mołotowa, znanego jako Przemyski Rejon Umocniony (PRU). Na mocy paktu Ribbentrop Mołotow, miasto Przemyśl zostało podzielone między III Rzeszę a ZSRS wzdłuż Sanu. Północna jego część – Zasanie – włączona została do Generalnego Gubernatorstwa, południowa – do Ukraińskiej SRR. Bunkry PRU zostały zlokalizowane nad samą rzeką, w związku z czym można powiedzieć, że wybudowano je zgodnie z koncepcją Woroszyłowa.

Do inwentaryzacji wytypowane zostały trzy obiekty znajdujące się w Przemyślu. O ich doborze zdecydowały przede wszystkim względy estetyczne: niektóre z nadsańskich bunkrów – prawdopodobnie nigdy nieremontowane znajdują się w opłakanym stanie, potęgowanym często przez fakt, iż służą one za „dzikie” wysypiska śmieci. Chodziło również o prezentację obiektów różniących się od siebie zastosowaniem i wyglądem, tak by można było ukazać wachlarz technicznych rozwiązań minionej epoki. Są to następujące konstrukcje:

1) Tradytor artyleryjski w formie kaponiery znajdujący się u zbiegu ulic Sienkiewicza i Wybrzeża Piłsudskiego, w bliskim sąsiedztwie Hotelu Accademia. Po II wojnie światowej uzyskał on nazwę „Obiektu 8813”. Jest to czterostrzelnicowy bunkier do ognia bocznego dla 2 ckm i 2 działek ppanc. 45 mm. Posiada kopułę obserwacyjną – jedyny element widoczny od strony Sanu. Nad otworami strzelniczymi skonstruowano okapy.

W 1941 obroną placówki dowodził lejtnant Piotr Czaplin. Podczas realizacji planu Barbarossa bunkier był obsadzony, a jego załoga zadała ciężkie straty 101. Dywizji Lekkiej pod dowództwem Ericha Marksa, przeznaczonej do zajęcia Przemyśla: udaremniła niemiecką przeprawę pontonową i zniszczyła jeden czołg. Kiedy 26 czerwca Sowieci ewakuowali Linię Mołotowa, stosowny rozkaz nie dotarł do załogi, która walczyła jeszcze 2 dni. W końcu jednak Niemcy opanowali bunkier, używając w tym celu miotaczy ognia (flammenwerferów), niszcząc przy tym działka ppanc. będące w posiadaniu załogi. Trzech pozostałych przy życiu żołnierzy wywieziono do siedziby Gestapo i tam stracono. Obecnie tradytor jest jednym z najlepiej odrestaurowanych elementów PRU. Został on pomalowany w barwach imitujących jesienną ściółkę oraz wzbogacony o siatkę maskującą.

2) Kojec forteczny przy Wybrzeżu Wilsona, znajdujący się nieopodal Mostu Ryszarda Siwca. Jest to jednoizbowy schron przeznaczony do prowadzenia ognia bocznego przez CKM, z okapem.

Kojec był zupełnie niewidoczny z drugiej strony Sanu, przez co mógł stanowić duże zagrożenie dla tych Niemców, którym udało się przeprawić przez rzekę. Schron nie został wyremontowany, nie stwierdzono jednak istnienia ubytków w jego elewacji, zachowały się nawet metalowe pręty służące do mocowania siatki maskującej. Niestety, nie udało się odnaleźć informacji na temat dokładnego udziału obiektu w walkach 1941 roku. Nie można wykluczyć, że bunkier ów nie został obsadzony.

3) Betonowy schron bojowy przy ul. Sanowej, znajdujący się w bezpośrednim sąsiedztwie galerii handlowej o tej samej nazwie. BSB ma formę trzystrzelnicowego schronu do prowadzenia ognia skośnego. Posiada widoczną i dobrze zachowaną kopułę obserwacyjną. Co warte uwagi, zachowała się oryginalna krata przeciwszturmowa i rów diamentowy.

23 czerwca 1941, po tym, jak Sowieci przypuścili nocny kontratak, doprowadzając do wyparcia Niemców z prawobrzeżnej części Przemyśla, załoga BSB podjęła walkę z 228. pułkiem piechoty próbującym odzyskać utraconą pozycję i zadała mu poważne straty w postaci ok. 200 zabitych. Udało się jej ponadto zniszczyć 12 nieprzyjacielskich ckm, kilka dział oraz dwa czołgi. Schron znajduje się w stanie dobrym, chociaż jest częściowo pokryty czarnym graffiti.

Podsumowanie

Na tle innych odcinków Linii Mołotowa, PRU, w szczególności zaś schrony przemyskie okazały się przydatne. Spora oczywiście w tym zasługa załóg, dowództwa oraz swoistej dezynwoltury, jaką wykazali się Niemcy po zajęciu prawobrzeżnej części miasta, co umożliwiło skuteczny sowiecki kontratak. Niemniej jednak tak relatywnie długa obrona Przemyśla nie byłaby możliwa, gdyby nie solidne umocnienia nad Sanem.

Co do widoków na przyszłość, wypada mieć nadzieję, że podjęte zostanie dzieło odnowy bunkrów tworzących dawną Linię Mołotowa – jedną z nielicznych materialnych pamiątek po pakcie Ribbentrop-Mołotow. Skądinąd wiadomo, że dzięki staraniom pasjonatów II wojny światowej pierwsze kroki zostały już w tym kierunku poczynione, co widać chociażby po wyglądzie kaponiery przy hotelu Accademia.

Dominik Szczęsny-Kostanecki, Redaktor Naczelny Portalu Kresy24.pl

Wybrana bibliografia:

1) BATOWSKI, Henryk, Między dwiema wojnami 1919-1939. Zarys historii dyplomatycznej, Kraków, Wydawnictwo Literackie, 2001, 573 str.
2) BECK, Józef, Ostatni raport, Warszawa, PIW, 1987, 238 str.
3) BEREZA Tomasz, CHMIELOWIEC, Piotr, Linia Mołotowa. Krótka historia i przewodnik po zapomnianych fortyfikacjach na ziemi przemyskiej i Roztoczu, Przemyśl, Regionalny Ośrodek Kultury, Edukacji i Nauki w Przemyślu, 2000, 103 str.
4) BEREZA, Tomasz, CHMIELOWIEC, Piotr, GRECHUTA, Janusz, W cieniu „Linii Mołotowa”: ochrona granicy ZSRR z III Rzeszą między Wisznią a Sołokiją w latach 1939-1941, Rzeszów, IPN, 2002, 263 str.
5) KAUFMANN, J. E., JURGA, Robert M., Twierdza Europa. Europejskie fortyfikacje II wojny światowej, tłum. S. Kędzierski, Poznań, Dom Wydawniczy REBIS, 2013, 635 str.
6) PIASEK, Dariusz, ELLWART, Jarosław, Wał Pomorski, Gdynia, Wydawnictwo Region, 2009, 157 str.
7) PLAMOWSKI, Krzysztof, BAŃKOSZ, Robert, WÓJCIK, Paweł, KOMSKI, Arkadiusz, Linia Mołotowa. Przewodnik po rowerowym „szlaku nadsańskich umocnień” Nowy Sącz, Bieszczadzkie Towarzystwo Cyklistów, 2007, 93 str.
8) SUWOROW, Wiktor, Lodołamacz, tłum. Andrzej Mietkowski, Piotr Halbersztat, Poznań, Dom Wydawniczy Rebis, 2011, 335 str.