Polskimi mediami wstrząsnęła informacja – Poroszenko, w akcie uwielbienia dla UPA, ukraińskiej Armii Powstańczej, ogłosił, by dzień jej powstania, 14 października, stał się narodowym świętem ukraińskim.

Dawid Wildstein

Dawid Wildstein

Nic dziwnego, że wywołało to powszechne oburzenie. Podchwyciły to portale takie jak Kresy.pl i Kresy24.pl. Ks. Isakowicz- Zaleski w ognistych, pełnych emocji słowach oświadczył, że to hańba, skandal i wezwał, by za decyzję prezydenta Ukrainy ukarać polskich polityków (PiS) oraz Tomasza Sakiewicza. Odezwę tę podchwycił i puścił dalej m.in. Robert Winnicki z Ruchu Narodowego.

Tymczasem dość szybko okazało się, że cała sprawa przypomina nieco dowcip o rozdawaniu samochód w związku sowieckim. Słuchacze pytają: Czy to prawda, że na Placu Czerwonym rozdają samochody? Tak, to prawda, ale nie samochody, tylko rowery i nie rozdają, tylko kradną.

Czy Petro Poroszenko ustanowił 14 października narodowym świętem Ukrainy? Tak. Czy UPA samo świętowała ten dzień jako moment swojego powstania? Tak. Ale wystarczyło trochę poszukać by od razu znaleźć następujące informacje… – od lat w tym dniu na Ukrainie obchodzone są dwa inne święta. 14 października to święto Matki Boskiej Pokrowskiej oraz Dzień Ukraińskiego Kozactwa. Oba te święta są bez porównania bardziej popularne na Ukrainie niż święto powstania UPA i od lat są hucznie obchodzone przez całe masy Ukraińców, w żaden sposób nie konotujących ich z banderyzmem.

Gdy przeczyta się oświadczenie Petra Poroszenki, okazuje się, że ani słowem nie odniósł się do UPA, ale do pozostałych obu tradycji. (Świetnie to zresztą opisał Piotr Skwieciński w swoim tekście na wPolityce.pl).

Oczywiście o tych faktach nie wspomina nawet pierwotna wersja tej wiadomości.
Dalej. 14 października usiłowano 8-krotnie (!) przegłosować ustawę uznającą UPA za stronę wojującą i reprezentującą uznawane państwo w trakcie drugiej wojny światowej. Projekt ustawy zgłosiła Swoboda a Tyahnybok był posłem sprawozdawcą. 8-krotnie została odrzucona.

Oczywiście o tym też nie wspomniano.

W ramach kolejnej ciekawostki. 14 października ulicami Kijowa przeszedł marsz Svobody i Prawego Sektora. Zamiast zapowiedzianych kilkudziesięciu tysięcy, zebrało się kilka tysięcy osób. Doszło do starć z policją (jak się okazało, państwo nie „poparło” tej inicjatywy). Sama zaś Svoboda i Prawy Sektor, zgodnie z sondażami, nie przekraczają w zbliżających się wyborach parlamentarnych progu wyborczego.

O tym też się nie wspomina.

Spytałem się też kilku osób, stale przebywających, bądź regularnie odwiedzających Ukrainę i znających temat, co sądzą na temat tej decyzji Petra Poroszenki?

Agnieszka Romaszewska, polska dziennikarka prasowa i telewizyjna, dyrektor Biełsat TV, od 2011 wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich:

0000_pokrovaSens i kontekst decyzji Poroszenki został przez wielu źle zrozumiany bądź sfałszowany. Nie powinniśmy traktować inicjatywy Petra Poroszenki jako próby upamiętnienia UPA. Tradycja świętowania 14 października na Ukrainie jest dużo starsza od „banderowskiej” UPA. Cerkiewne święto Opieki Matki Boskiej ustanowiono wieki temu. I było to także święto kozaków. Większość Ukraińców tak właśnie rozumie tę datę. Oświadczenie prezydenta Poroszenki podkreśla oczywiście też,że to święto kozactwa. Nie ma słowa o UPA. Natomiast UPA nie przypadkiem założona została w to właśnie święto”.

Paweł Bobołowicz, polski dziennikarz na stałe mieszkający w Kijowie, najważniejszy polski korespondent na tym terenie:

W 1999 roku ówczesny prezydent Leonid Kuczma ustanawia dzień 23 lutego świętem „Obrońcy Ojczyzny”. Ten dzień został ustanowiony świętem na cześć sowieckiej armii. Ciekawe, że próżno szukać na przestrzeni 1999 roku jakichkolwiek protestów ze strony polskiej, protestów polskich publicystów, polityków. Jakoś wtedy nikomu nie przeszkadzało, że Ukraina kontynuuje sowieckie tradycje i czci barbarzyńską armię, która mordowała Polaków na Kresach w latach 1919 – 1921, a następnie dokonała bezprawnej aneksji polskich terytoriów w układzie z nazistami w 1939 roku. Nikt wtedy nie protestował, że Ukraińcy czczą sowieckich żołdaków odpowiedzialnych za nieprawdopodobne zbrodnie, dziesiątki tysięcy ofiar i setki tysięcy zesłańców w latach 1939-1941, za zbrodnie i zniewolenie Polski w latach 1944-1989. W Polsce również słabo słychać protesty przeciwko odwoływaniu się ukraińskiej milicji i służby bezpieczeństwa do tradycji organów NKWD i KGB, a pomniki, tablice poświęcone tym zbrodniczym formacjom do dzisiaj „przyozdabiają” ukraińskie gmachy państwowe. Tak, dla części Ukraińców 14 października będzie wspomnieniem Ukraińskiej Powstańczej Armii, ale dla większej części będzie przypomnieniem tradycji kozactwa, które szczególnie obchodziło przypadające na ten dzień święto Pokrowy (Opieki, Ochrony), dla innych przede wszystkim pozostanie świętem religijnym o tradycji sięgającej Bizancjum. Dla wszystkich będzie jednak dniem zerwania z sowiecką tradycją. Szkoda, że tak ciężko zrozumieć, że Ukraińcy w każdym swoim kroku nie są „antypolscy”, lecz są antysowieccy i próbują wyjść ze szponów bolszewizmu. Nie stawiajmy się w jednym szeregu z Putinem, który wczoraj mówił o rzekomym ukraińskim neonazizmie”.

Jerzy Wójcicki, redaktor gazety „Słowo Polskie”, prezes Stowarzyszenia „Kresowiacy”, Polak mieszkający na Ukrainie:

Dzień 14 października został wyznaczony w 1999 roku przez ówczesnego prezydenta Leonida Kuczmę, jako „Święto ukraińskiego kozactwa”. Dzisiejszy prezydent, ze względu na chrześcijańskie prawosławne święto Pokrowy (opieki Matki Bożej) oraz wyżej wspomniane rozporządzenie zdecydował się wyznaczyć 14 października, jako dzień, w którym Ukraińcy będą świętowali Dzień Ukraińskiego Wojska. Nie mam zamiaru w żadnym stopniu wybielać UPA i mówić, że 14 października nie ma nic wspólnego z tą formacją zbrojną. Myślę, że Poroszenko w obliczu nowych wyborów parlamentarnych takim sposobem chciał w pewnym stopniu „ułagodzić” ultraprawicową część ukraińskiego elektoratu. Ale odbyte 14 października głosowanie w ukraińskim parlamencie (usiłowano przegłosować ustawę uznającą UPA za stronę wojującą i reprezentującą uznawane państwo w trakcie drugiej wojny światowej), jego pragmatyczna część nie chce nacjonalistów we władzy. O tym samym świadczy ilość osób na odbywającym się wtedy w Kijowie marszu UPA. Zamiast zaplanowanych 50 tys. (taką liczbę podawał do Tiahnybok) na Chreszczatyku zjawiło się zaledwie kilka tysięcy osób. O tym samym świadczy poparcie społeczne dla nacjonalistycznych ruchów politycznych, które mają znikome szanse wejścia do nowego parlamentu. Zresztą tak swobodowcy jak i aktywiści Prawego Sektora bardzo krytycznie ocenili to rozporządzenie prezydenta”.

Wojciech Mucha, dziennikarz i korespondent, regularnie odwiedzający Ukrainę, spędził kilka miesięcy na Majdanie:

Ze smutkiem przeczytałem tekst księdza Tadeusza Isakowicza – Zaleskiego, w którym z tradycyjną dla siebie wprawą miesza decyzję prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki o ustanowieniu 14 października Dniem Obrońcy Ojczyzny, z dokonanym rękami ukraińskich nacjonalistów ludobójstwem na Wołyniu, a nawet z nadchodzącymi wyborami samorządowymi w Polsce”.

Ksiądz Isakowicz – Zaleski doskonale wie, że 14 października jest w tradycji ukraińskiej świętem o tradycji cerkiewno – kozackiej (święto Pokrowy / Dzień Ukraińskiego Kozactwa), a zbrodnicza formacja, jaką jest Ukraińska Armia Powstańcza podszyła się pod tę datę dalece później (wg. cześci badaczy wręcz fałszując własną historię). W decyzji prezydenta Ukrainy próżno szukać choćby wzmianki na temat UPA, czego duchowny z Krakowa również nie dostrzega. Co więcej, ukrainofobiczna narracja jakoby tendencje antpolskie na Ukrainie powszedniały, prowadzona przez część polskich publicystów, nie znajduje odzwierciedlenie w faktach. W ciągu trwania rewolucji na Ukrainie na próżno było szukać jakichkolwiek przejawów antypolskości, a wg. najnowszych badań to właśnie Polaków Ukraińcy postrzegają jako naród najbardziej im przyjazny (Public Opinion Survey Residents of Ukraine September 12-25, 2014).

Ksiądz nie pierwszy raz zdaje się manipulować faktografią, czym w sposób oczywisty nie przyczynia się do jakichkolwiek prób nawiązania dialogu między Ukraińcami a Polakami. Przypomnę tylko, że duchowny i odwołujące się do jego publicystki środowisko wielokrotnie bojkotowało wszelkie podejmowane przez Polaków inicjatywy (humanitarne, społeczne, kulturalne, polityczne i historyczne) mające na celu wspólną dyskusję i próbę znalezienia porozumienia między oboma narodami. Co smutne, także w kwestii najbardziej bolesnej dla Polaków, jaka jest ukraińskie ludobójstwo na Polakach. Co więcej, nie przedstawiono w zamian żadnej innej propozycji nawiązania dialogu.

Po pierwsze – każdy może się pomylić. Pytanie tylko, czy będzie gotów informację teraz sprostować – tak należałoby w imię rzetelności uczynić.

Po drugie. Nie ma nic złego w uważnym przyglądaniu działaniom nowego prezydenta Ukrainy, także na płaszczyźnie jego polityki historycznej. Zresztą sam Poroszenko już wcześniej wypowiadał się pozytywnie na temat UPA. Jeśli jednak będziemy walczyć z urojonym wrogiem, nie dostrzeżemy realnego zagrożenia. Jeśli każde działanie nowych władz Ukrainy będziemy kwitować okrzykami – „banderyzm”, sprowadzimy poważny problem, z którym Polska powinna się skonfrontować, do absurdu.

Co więcej – jeśli ciągle będziemy wmawiać Ukraińcom, że ich święta religijne czy odwołujące się do historii sprzed wieków (bądź sprzed miesięcy, np. do wydarzeń na Majdanie) są banderyzmem – możemy część z nich do tego przekonać. Czy tego właśnie chcemy?

Dawid Wildstein