„Czy armia ukraińska wykonała postawione jej zadanie? Autorzy ukraińscy i polscy są tu wyjątkowo zgodni: choć stanowiła ona około 15% sił ekspedycyjnych, bez zastrzeżeń można odpowiedzieć, że w okresie od kwietnia do października 1920 armia URL, przepojona duchem państwowości, ofiarnie wykonała wszystkie postawione przed nią zadania”. Źródło: Robert Potocki, Idea restytucji Ukraińskiej Republiki Ludowej (1920-1939) Wydawnictwo: Instytut Europy Środkowo-Wschodniej, Lublin 1999; ISBN 83-85854-46-0, rozdziały książki dotyczące wojny 1920 i planów strategicznych tworzenia armii URL w latach trzydziestych

BEZRUCZKO

Generał Marko Bezruczko

Generał Armii Ukraińskiej Republiki Ludowej Marko Bezruczko wszystkie swoje wojny przeprowadził w sztabach. Być może właśnie z tego powodu, jego gwiazda jak wodza, zaświeciła mocniej już pod koniec walki wyzwoleńczej pod koniec drugiej dekady XX stulecia. Paradoksalnie, sztabowe sukcesy generała miały czy nie większe znaczenie, niż działania jego wojskowych towarzyszy po broni na polu walki, ponieważ wyznaczyły one losy nie tylko Ukrainy, ale i sąsiedniej Polski, a być może, i całej Europy.

W lipcu 1920 roku wojska bolszewickie przebiły się pod Lwów i rozpoczęły natarcie na Warszawę. Polska i cała Europa stanęli przed wielkim zagrożeniem. Za Polską znajdowały się Niemcy – bardzo osłabione po wojnie, ogarnięte wielką inflacją, przygnębione Traktatem Wersalskim. To państwo było łatwym celem dla zewnętrznej agresji pod dosyć atrakcyjnymi dla biedniejszych warstw ludności hasłami. Gdyby „czerwonym” udało się dotrzeć do brzegów Renu, Europa, która była osłabiona wojną i ruiną, musiała by stawić czoło totalitarnej dyktaturze w samym swoim sercu jeszcze na początku lat 1920. To, co odbywało się w Polsce, na Węgrzech, Czechosłowacji, Wschodnich Niemczech po II Wojnie Światowej, przydarzyłoby się 20 lat wcześniej, tylko w jeszcze okrutniejszych okolicznościach i z dużo większym rozmachem.

Na szczęście, do tego nie doszło. „Cud nad Wisłą” na długo zatrzymał falę agresji Sowietów. Wspominając o wydarzeniach sierpnia – września 1920 roku, ludzie czasem zapominają o tym, że duże zwycięstwa często składają się z małych ciosów. Jeden z takich ciosów zadała Szósta Siczowa Dywizja Strzelecka pod dowództwem generała Marka Bezruczki. Warszawa zawdzięcza swoim ratunkiem nie tylko Józefowi Piłsudskiemu, ale i wytrwałości ukraińskich żołnierzy i wojskowym umiejętnościom ich dowódcy.

Los generała

Przyszły generał urodził się w miasteczku Wielki Tokmak pod Chersonem. Po szkole studiował w seminarium nauczycielskim w Perejasławiu. Potem zdecydował się by zmienić zawód nauczyciela na karierę wojskowego i rozpoczął naukę jako junkier Odeskiej Szkoły Piechoty, którą ukończył w 1908 roku. Następnie młodego podporucznika skierowano do 106 Ufymskiego pułku, który stacjonował w Wilnie.

Swoją karierę wojskową na Ukrainie Marko Bezruczko rozpoczął jako pomocnik kierownika Generalnego Sztabu URL, a później – wojska Państwa Ukraińskiego (Hetmanatu). Od grudnia 1918 roku obejmuje on stanowisko kierownika osobistego oddziału Sztabu generalnego URL, od marca następnego roku – kierownika sztabu Zaporoskiej Brygady im. Symona Petlury, a od czerwca 1919 roku przebywa na tym samym stanowisku w korpusie Strzelców Siczowych pod dowództwem pułkownika Jewhena Konowalca.

Przed wojną polsko-rosyjską Bezruczko, jak i wiele jego towarzyszy, przebywał w obozach dla internowanych po przekroczeniu granicy z Polską w grudniu 1919 roku. Sytuacja Marka Bezruczki zasadniczo zmieniła się w styczniu 1920 roku. Właśnie wtedy on, wykonując zadania Głównego Atamana, zaczął formowanie 6 Siczowej Dywizji URL, 8 lutego mianowano go oficjalnym dowódcą tej formacji wojskowej. 7 maja 1920 żołnierze Marka Bezruczki zajęli Kijów. Na krótko, bo za miesiąc wojsko opuściło miasto i powoli zaczęli się cofać w kierunku polskiej granicy. Cofali się wiedząc, że kolejna szansa do odzyskania niepodległości Ukrainy wypadnie nieprędko, czerwoni z dużym wysiłkiem odsuwali polsko-ukraińskie wojska od wszystkich naturalnych granic – rzek Rusawy, Murafy i Łozowej.

Obrona Zamościa

Na początku lipca 1920 roku czerwoni przekroczyli linię frontu pod Proskurowem i dalsze działania wojenne odbywały się coraz to dalej na na Zachodzie. Na południowym skrzydle frontu sojusznicy częściowo powstrzymały wroga na Podolu. Tymczasem na północy budionowcy przez Równe przybliżyli się do Lwowa, a podstawowe siły Armii Czerwonej podeszły już do okolic Warszawy. Upadek podeszły stolicy stał się całkiem realną perspektywą.

Marko Bezruczko, od lipca 1920 dowódca Średniej Grupy, razem z niewielką grupą polskich oraz ukraińskich żołnierzy udał się do twierdzy w Zamoście. Właśnie tutaj zmierzyli się z I Konną Armią Budionnego. Ostatnia nie zdążyła na warszawski rozgrom wojsk Tuchaczewskiego i po klęsce zdobycia Lwowa, posunęła się bardziej na północ, w kierunku Zamościa, licząc na przejęcie inicjatywy. Ale 29 sierpnia czerwoni natknęli się na twierdzę Zamość. W tym dniu załoga Bezruczki z sukcesem odbijała atak kawalerzystów. Budionowcy – prowadzili natarcie ze wszystkich stron, zamierzając otoczyć obrońców. Z zachodu oni zniszczyli druciane ogrodzenie i, gdyby nie wysiłek setki Ukrainców, to wtargnęliby do miasteczka. 1 września kawaleria Budionnego wycofała się razem z pozostałym wojskiem czerwonych, odsuniętym na wschód od Warszawy w skutek «Cudu nad Wisłą».

Generał Bezruczko swoimi działaniami pogrzebał plany bolszewickiego dowództwa, aby otoczyć wojsko polskie i przedrzeć się na zachód do Niemiec. Chociaż podstawowe siły czerwonych pod dowództwem Tuchaczewskiego rozgromiono nad Wisłą, czerwone monstrum nadal było silne pod względem ilości żołnierzy, broni nie brakowało nawet po sześciu latach wojny.

Po odbiciu nieprzyjacielskiego ataku w Zamościu, 6 Siczowa Dywizja kontratakowała wroga. We wrześniu-październiku 1920 roku ukraińskie oraz polskie wojska odzyskały Podole i wróciły do Naddnieprza. Ale w tym momencie generała oczekiwała niespodzianka. Bez konsultacji z sojusznikami polska strona podpisała separatystyczny rozejm z bolszewikami. Ukraińskie wojsko zostało sam na sam ze swoimi dążeniami niepodległościowymi. Następstwa były takie: w listopadzie 1920 Ukraińcy znów znajdowali się na wschód od Zbrucza. I ta kontrofensywa już wydawała się tragiczną apoteozą wszystkiego, co działo się wcześniej: przeprawiając się przez rzekę na granicy z Polską żołnierze ukraińscy wrzucali broń do rzeki, umyślnie uszkadzali pistolety oraz karabiny maszynowe, żeby już nikt z nich nie skorzystał…

Walka za Kraj na emigracji

OLYMPUS DIGITAL CAMERANie wiadomo, co zrobił ze swoją bronią Bezruczko. Ale to nie była osoba, która traci nadzieję. Na emigracji generał kontynuował aktywne działanie. Od maja po sierpień 1921 roku pełnił funkcję ministra obrony narodowej w rządzie URL na emigracji. Później zrezygnował z tego stanowiska na znak protestu przeciwko rządowej polityce. Zresztą, w 1927 wrócił do aktywnego działania i został członkiem 29. osobowego sztabu generalnego ministra obrony narodowej URL na wygnaniu generała Wołodymyra Salskiego. Jakiś czas prowadził aktywną społeczną oraz naukową działalność, był przewodniczącym Ukraińskiego Klubu, w 1931-1935 latach stał na czele ukraińskiej wojenno-historycznej organizacji w Warszawie, redagował i wydawał wojenno-historyczny miesięcznik «Za Kraj», napisał książkę «Ukraińscy siczowi strzelcy, pracujący dla Ojczyzny». Ale oprócz pracy społecznej trzeba było na coś żyć. Generałowi poszczęściło się znaleźć pracę w zawodzie, w polskim wojennym kartograficznym instytucie w Warszawie. W tym mieście, które uratował dzięki swojej odwadze, minęły ostatnie 20 lat jego życia. Szczególnie trudne okazali się dla niego ostatnie dwa – od 1939 Warszawa znalazła się pod niemiecką okupacją. Codzienną realnością były ubóstwo i terror okupantów. Nawet w tych warunkach Ukraińcy kontynuowali swoją pracę na rzecz odrodzenia ukraińskiego państwa – po śmierci ministra obrony narodowej rządu URL na emigracji, jego stanowisko zajął Marko Bezruczko, piastując go do śmierci 10 lutego 1944.

Na tym stanowisku generałowi już nie nadarzyła się okazja do wysyłania do walki ani jednego żołnierza, chociaż w tym czasie w Europie szalała najokrutniejsza w całej jej historii, wojna. Grób Marka Bezruczki, przetrwał Powstanie Warszawskie, które zaczęło się pół roku po jego śmierci. Ten grób i dzisiaj znajduje się pośród innych grobów w prawosławnej części cmentarza na warszawskiej Woli.

Na podstawie materiałów z ukraińskich mediów,
Tłumaczenie Ania Szłapak, Krystyna Bej, Słowo Polskie