Rosyjska dezinformacja i destabilizacja w jednym – przypadek estoński.

Według estońskiego almanachu za rok 2016, opublikowanym w środę 12 kwietnia, sprawa jest poważna. Z okazji estońskich świat państwowych Rosjanie używali swoich ludzi, by odgrywali estońskich nazistów.

Najlepszym przykładem – czytamy w almanachu – jest niejaki Aleksiej Maksimow, na co dzień skinhead z Sankt-Petersburga, lubiący jednak również pohałasować na występach gościnnych.

W zeszłym roku w Talinnie pod pomnikiem poległych w bitwie pod Tannenbergiem Maksimow demonstrował przechodniom nazistowskie tatuaże.

Jak to się robi?

Dla Rosjan w sferze propagandy nie ma rzeczy niemożliwych, o czym tak doskonale, choć z daleka, pisał Eric Arthur Blair, znany jako George Orwell w „Folwarku Zwierzęcym” i „Roku 1984”.

 I tak oto przywódca – bo to on pociąga za wszystkie sznurki – jednego z najbardziej szowinistycznych społeczeństw świata, szowinistycznych również w wersji imperialnej potępia innych za „odchylenia prawicowo-nacjonalistyczne”.

Znana jest myśl – chyba Michalkiewicz pierwszy ją sformułował – że antysemitą nie jest ten, kto nie lubi żydów, ale ten, kogo nie lubią żydzi.

Podobnie z Moskalami. Nazistą/faszystą nie jest ten, kto paraduje ze swastyką i pod portretem Hitlera, ważne, by nie lubili go Rosjanie. Na przykład za odmowę uczestnictwa w „ruskim mirze”.

Bo proszę pana, jak ktoś nie chce być w ruskim mirze, to podważa znaczenie „Wielkiej Wojny Ojczyźnianej”. Fakt, że intelektualnie rzecz biorąc twierdzenie takowe jest żenujące, nie bardo Rosjan obchodzi.

Do rzeczy jednak!

Wiadomo i nie jest odkryciem Ameryki w konserwach, że mieli jednostkę kolaborującą z Niemcami. Był to tzw. Legion Estoński SS w sile batalionu, później zmontowano jeszcze brygadę.

No więc jest się do czego odwołać zwolennikom teorii o nazistowskich skłonnościach Estończyków.

Fakt, że narodowy socjalizm ludzie ci mieli prawdopodobnie – tak przypuszczam – w głębokim poważaniu, a jedyne, czego chcieli, to zrzucić z siebie jarzmo okupacji sowieckiej nikogo w Rosji nie obchodzi.

Na marginesie dodajmy, że żadna faktycznie istniejąca w przeszłości jednostka Waffen-SS nie jest potrzebna, by przyprawić komuś gębę nazisty.

Polacy nie wystawili dywizji SS-Zygmunt Waza? To nic! Przed wojną endeckie bojówki biły żydów na uniwersytetach, a tak w ogóle to Armia Krajowa czekała z bronią u nogi. I znowu: fakt iż wywołała największe powstanie antyniemieckie w okupowanej Europie nie żadnego znaczenia.

Wracając do Estończyków – choćby na wiecu patriotycznym żaden z nich nie miał przy sobie swastyki – Rosjanie „pomogą”. Dostarczą swoje konserwy, „titiuszki”, czy jak ich tam teraz się nazywa, by odegrali nazistów…

Bo przecież role w tym przedstawieniu zostały już rozpisane.

Jagiellonia.org / kresy24.pl